Maciej Mazurek: 100 tys. miesięcznie, biznes i ryzyko
Maciej Mazurek opowiada, jak od e-commerce i dropshippingu doszedł do skalowania biznesu telemedycznego, dlaczego długo reinwestował zarobione pieniądze oraz czego nauczyło go ryzyko podatkowe sięgające według jego relacji około 20 mln zł.
Materiał jest zapisem doświadczeń i opinii rozmówców. Kwoty, wyniki biznesowe, wielkość rynku i ryzyka podatkowe są przedstawiane jako deklaracje gościa z momentu nagrania i nie zostały niezależnie zweryfikowane w tym opracowaniu.
Rozmowa zaczyna się od pierwszych biznesów Macieja Mazurka. Gość wspomina, że w wieku 21 lat wystartował z e-commerce, początkowo w modelu dropshippingu. Pierwsze zyski reinwestował, a około 23. roku życia — według jego relacji — miesięczne wyniki zaczęły dochodzić do kilkudziesięciu, a czasami ponad 100 tys. zł. Podkreśla jednak, że w tym okresie najważniejsze było dla niego oszczędzanie i budowanie finansowej bazy, a nie szybkie podnoszenie poziomu konsumpcji.
Kolejny etap to Radamed i telemedycyna. Mazurek tłumaczy, że wszedł na rynek, który już miał konkurencję, ale widział przestrzeń na lepszą i wygodniejszą usługę. Omawia znaczenie jakości, doświadczenia z e-commerce, regulacji oraz delegowania. W dalszej części mówi o dywersyfikacji przez nieruchomości, sporze podatkowym, który w jego ocenie tworzył ryzyko około 20 mln zł, oraz o znaczeniu dokumentacji i zgodności z przepisami. Końcowe fragmenty dotyczą odporności na stres i hejt, rozwoju osobistego, duchowości, podróży, ambicji oraz tego, kiedy przedsiębiorca ma wystarczające doświadczenie, by publicznie dzielić się poradami.
Najważniejsze wnioski z materiału
- Pierwsze duże pieniądze warto traktować jak kapitał Mazurek opisuje model, w którym przez pierwsze lata większość zarobków reinwestował i oszczędzał, zanim zwiększył wydatki na styl życia.
- Dropshipping stał się trudniejszy Rosnąca konkurencja, oczekiwania klientów, logistyka, UX, SEO i marketing sprawiają, że prosty model pośrednictwa wymaga dziś znacznie wyższego poziomu wykonania.
- Na konkurencyjnym rynku nadal można znaleźć przewagę Wejście w telemedycynę gość uzasadniał rosnącym popytem i możliwością poprawy jakości, szybkości lub wygody usługi.
- Delegowanie zmienia skalę pracy właściciela Mazurek wskazuje nauczenie się delegowania około 24.–25. roku życia jako moment, który odciążył go operacyjnie i dał przestrzeń na dalszy rozwój.
- Dywersyfikacja może kupować spokój Część kapitału gość kierował do nieruchomości, które postrzegał jako stabilniejszy element majątku niż jego podstawowa działalność biznesowa.
- Dokumentacja i zgodność z prawem są fundamentem Po sporach podatkowych Mazurek podkreśla znaczenie pełnej ewidencji, rachunkowości, dowodów oraz interpretacji indywidualnych w niejasnych sytuacjach.
- Doświadczenie z kryzysów buduje odporność Gość łączy późniejszy spokój w trudnych sytuacjach z wcześniejszą ekspozycją na duże problemy zawodowe i osobiste oraz pracą nad własnym nastawieniem.
Jak Maciej Mazurek zaczął zarabiać w e-commerce?
Pierwszy regularny biznes uruchomił w wieku 21 lat, zaczynając od sklepu internetowego i dropshippingu. Początkowo skala była mała, ale większość zysków wracała do firmy.
Mazurek mówi, że po pierwszych około półtora miesiąca działalności zarobił ze wspólnikiem po około 3 tys. zł na osobę. Przez pierwszy rok praktycznie nie konsumował tych pieniędzy, ponieważ środki były reinwestowane.
Opisuje dropshipping jako model, w którym sklep pozyskuje zamówienie i klienta, natomiast logistyką zajmuje się hurtownik. Zwraca uwagę, że dziś taki biznes jest trudniejszy: konkurencja wzrosła, a jednocześnie trzeba dobrze opanować marketing, UX, SEO, płatności, prezentację produktu i obsługę klienta.
Przejdź do rozdziału w filmie: 02:10
Pytania do rozdziału
W jakim wieku Maciej Mazurek zaczął swój pierwszy poważny biznes?
Według rozmowy miał 21 lat, gdy zaczął regularnie działać w e-commerce i dropshippingu.
Dlaczego klasyczny dropshipping jest dziś trudniejszy?
Według gościa wzrosły konkurencja i oczekiwania klientów, a dobry wynik wymaga wysokiego poziomu w logistyce, marketingu, UX, SEO, płatnościach i prezentacji produktu.
Transkrypcja tego rozdziału
W skrócie: gdyby wyszło według ich stanowiska to bym był jakieś minus 20 milionów, że urzędy w Polsce czasem potrafią być trudne, były trudne i wygrałeś to w końcu wszystko wygrałem, wygrałem wszystkie sprawy. Ja się z tego śmiałem. Ja się zwłaszcza śmiałem z tych wszystkich memów, które były robione. Byliśmy obiektami e rozbawienia Polaków. Ja totalnie takim hejtem się nie przejmuję. Jeżeli robimy biznes, to finanse, rachunkowość są bardzo, ale to bardzo istotne. Nie można o tym zapominać. Ja mam każdego grosza rozliczonego. Ja też robię e-commerce. Ja nigdy w życiu firmowo nie przyjmowałem gotówki, więc ja mam każdego grosza rozliczonego. Od każdego grosza mam zapłacony podatek, który jeżeli ktoś by mi zaproponował cokolwiek, co by było niezgodne z przepisami, to bym nigdy w życiu w to nie wszedł, bo dla mnie najbardziej liczy się spokój w głowie. W ogóle ty jesteś szalonym gościem, jak ja widzę, co ty robisz w życiu i jak korzystasz z życia.
Business Rider. Na miejscu pasażera jego gość w interesującej rozmowie o nieruchomościach, biznesie i życiu. Cześć, witajcie w nowym odcinku Business Ridera. A moim dzisiejszym gościem jest Maciej Mazurek. Piąteczka. Cześć Daniel. Cześć. Maciej jest przedsiębiorcą. Zaczynał od e-commerce, ale dzisiaj buduje jedną z największych firm telemedycznych. E, myśmy z Baćkiem się poznali już kilka ładnych lat temu. Y, poznałem cię windzie w ogóle. Tak, tak jest. Mieszkaliśmy w tym samym bloku. Tak, mieszkaliśmy kiedyś w Lublinie w tym samym bloku. Y i tak się zastanawiałem, co to jest za za dziwny gość, który ma 20 kilka lat, jeżeli byłeś młody, no dalej jesteś młody, jeździ nowym Aston Martinem, wygląda jak James Bond. Ma samochód Jamesa Bonda i i tak se myślę, co on do cholery robi, nie? Także okazało się, że mieliśmy, byliśmy wspólnym klubem biznesowym, w którym się akurat nie złapaliśmy, natomiast złapaliśmy się w windzie. Ty
Mnie kojarzyłeś, ja gdzieś tam kojarzyłem ciebie i tak się jakby zaczęła nasza znajomość. W tamtym okresie, w którym ja cię poznałem, zajmowałeś się e-commerce. Powiedz mi, kiedy zacząłeś swój pierwszy biznes, bo, bo wydaje mi się, że dosyć młodo. Bardzo młodo. Zależy, czym nazwiemy pierwszy biznes, czy nazwiemy to czymś regularnym, stałym, o regularnym źródle przychodu w ramach określonego modelu biznesowego, czy pojedynczymi projektami. Jeżeli pojedyncze projekty, no to bardzo młodo, wiadomo, no to są te historie, że sprzedawałem jako dzieciak na Tak, ale chodzi o te pierwsze prawdziwe pieniądze, które były już takie wymierne. Kanał napędza inwestoro.pl. Działaj szybciej niż konkurencja i dokładnie wyceń każdą nieruchomość. Jasne. Pierwsze prawdziwe pieniądze zacząłem zarabiać w wieku 21 lat. Wtedy zacząłem wtedy zacząłem właśnie z e-commerce. Była wtedy na prawie 2 lata studiowałem. Zacząłem wakacje między drugim a trzecim rokiem e-commerce. To zaczęło działać. Zobaczyłem, że można z tego zarabiać.
Zarobiłem pierwsze pieniądze wtedy dla mnie olbrzymie. Jakie to były pieniądze? No teraz z tej perspektywy to brzmi śmiesznie, ale to było tak, że ja po pierwszych półtorej miesiąca zarobiłem ze wspólnikiem, no już po odliczeniu wszystkiego, około 3000 zł na głowę. Ja wtedy sobie uznałem 3000 zł plus moje kieszonkowe 2000 zł, które miałem tak od rodziców ogólnie na życie, to jest 5000 zł. To ja za to mogę kupić nowego MacBooka. To jest szaleństwo. Za jeden jednomiesięczny dochód ja mogę kupić sobie MacBooka. Oczywiście tych pieniędzy nawet nie zobaczyłem przez najbliższy rok, które zaczęliśmy zarabiać, dlatego że wszystko reinwestowaliśmy na bieżąco i dopiero tak naprawdę po pierwszym roku działania jako przedsiębiorca jakkolwiek skorzystałem zarobionych pieniędzy. No bo wcześniej to było naturalne, że trzeba było reinwestować. Okej. Ile wygenerowałeś w pierwszym roku? Pamiętasz w pierwszym roku? Nie pamiętam. Dla mnie to były niesamowite liczby, ale to były liczby na przykład zarobione 100 tysięcy, 100 kilkadziesiąt tysięcy złoty w rok. Ale i to i też tak i to nie to już na osobę bym policzył. Tylko też uwzględnijmy to, że to rosło na przykład 3000 w pierwszy
Miesiąc, później załóżmy 4,5 7 plus. Tak jak mówię, ja tych pieniędzy nie widziałem. I skąd ten pomysł na ten biznes? Bo to były różne ubrania, tak jak z tego co pamiętam, jakieś majteczki. Tak, tak jest. Tak jest. Jeśli chodzi o e-commerce, to prawda jest taka, że ja wymyśliłem sobie sklep internetowy w modelu dropshippingu. Zacząłem to robić, coś mi nie poszło, trochę odpuściłem i przyszedł do mnie kolega z tym samym pomysłem. Ja uznałem, kurczę, już to zacząłem robić. Dobra, zróbmy to. To jest motywacja, podziałajmy wspólnie. I tak to się zaczęło. Zaczęliśmy robić we dwójkę. M, no i tak naprawdę ta historia jest krótka i długa, bo to wszystko było bardzo intensywne. E, i było wiele modeli biznesowych, w których działałem w ramach e-commerce, bo działałem i w ramach klasycznego dropshippingu, od którego zaczynałem, który pozwolił mi się skalować i robiłem swoją posz powiedzieć tym wszystkim, któ nie wiedzą, co to jest dropshipping, nie? Dropshipping to jest model sprzedaży, w którym za wysyłkę odpowiada producent, hurtownik. Głównie to są hurtownicy, czyli ja przyjmuję zamówienie jako sklep internetowy i przekazuję je do hurtownika, który
Następnie wysyła do i cały logisty robią oni, a ty dostajesz pieniądze i rozliczasz się z dystrybutorem. Dokładnie. Tak można powiedzieć, że jeszcze pośrednikiem i był to fantastyczny model, model sprzedaży. Teraz już nie do końca bym powiedział, chociaż co roku się mówiło dropshipping umarł. od kiedy ja zacząłem od 2017 roku tak się mówiło. Teraz faktycznie to umiera dlatego, że konkurencja w e-commerie jest olbrzymia. Ludzie już zwracają uwagę bardziej na czas dostawy, bo tutaj zazwyczaj ten czas dostawy był dłuższy w tym dropshippingu. Ciężej kontrolować też jakość w dropshippingu, no bo nie mamy bezpośredniej kontroli nad całym procesem logistycznym, w który jest clue tak naprawdę, kwestia produktu, kwestia tej dostawy i tak dalej. M i ogólnie e-commerce stał się bardzo, ale to bardzo trudny, zwłaszcza taki klasyczny ze zwykłymi produktami, bo po prostu wzrósł wzrósł próg wejścia i próg utrzymania, bym to tak powiedział, polegającej jedna rzecz na tym to do progu wejścia, że trzeba mieć odpowiednią inwestycję, ale druga rzecz trzeba mieć bardzo interdyscyplinarną wiedzę z wielu dziedzin, bo e-commerce to jest bardzo szerokie spektrum po
Prostu różnych obszarów, na których kiedyś mogłeś sobie pozwolić na to, że miałeś średnią stronę internetową, średnie UX jedną bramkę płatności, zdjęcia produktu w miarę w porządku. Zarobiłeś ładną reklamę z ładnym zdjęciem i tekstem i to działało. Na dzień dzisiejszy to wszystko musi być na poziomie co najmniej, nie wiem 8,5 na 10 każdy z tych elementów, a ich jest dużo. Nie, a to nie jest tak, że trochę ci dystrybutorzy sami oni robią jakby to, co kiedyś robiły takie małe firmy jak twoja, tak? Czyli jakby oni sami przejmują ten kanał dystrybucji. Czyli niekoniecznie. To dotyczy się tych, co sprzedają na Allegro. Ja na Allegro sprzedawałam, ale nie w tym modelu. Jeżeli ktoś sprzedaje przez własną stronę internetową, to kluczowy i tak jest marketing. Oczywiście marketing w szerokim ujęciu, nie tylko reklama, tylko sposób prezentacji produktu, strona internetowa, opisy, zdjęcia, to wszystko jak jest ułożone UX SEO i tak dalej. I to jest coś co ciężko by było przejąć takiemu hurtownikowi, żeby stworzyć osobny brand z tym całym zapleczem marketingowym. Więc nie powiedziałbym, że wchodzą w to, aczkolwiek faktycznie sprzedają na marketplaceach. Bardzo często zdarzały
Się takie sytuacje, że hurtownik sprzedawał po niższej cenie na Allegro niż niż można było kupować. Tak więc no zakładałem, że się robiło dobry marketing, ludzie tak nie znali Allegro, czy po prostu była mniejsza ta konkurencja, to dało się robić na dzień dzisiejszy. Okej. A powiedz mi, te pierwsze duże pieniądze, to kiedy się pojawiły? No to znowu zdefiniujmy duże, bo dla mnie duże były te 3000 zł na początku. To były zmieniające życie. Wiesz, ja rzuciłem prawo. Ja rzuciłem prawo. Jak jak ty miałeś te 20 parę lat, to w 3000 wtedy to nie było dużo. Y jakby nie robiło wrażenia na opinii publicznej. Może, może tak prawda. Bo jak ja miałem, to jest parę lat starszy od ciebie, jak ja miałem te 18 lat, to zarobiłem, czasem mi się udało w dzień zarobić w jedną noc, kiedy zrobiłem imprezę w klubie, to zarobiłem 3000 zł, kupiłem sobie wtedy za to samochód. To było wtedy dużo, ale chodzi o te o te pieniądze, które są na zewnątrz, bo jak ja zobaczyłem 20 parolatka, który jeździ się samochodem za milion złotych, tak to pomyślałem sobie, no dobra, no jakby chciałem łączyć te kropki, ale
One były zbyt od ciebie oddolane, dlatego cię poznałem, zapoznałem cię i jakby byłem ciekawy ciebie jako osoby, więc więc popatrz sobie ten samochód za milion złotych, on jest takim pewnym jakby dowodem na to, że coś co robiłeś działało. Ja się pytam o takie większe pieniądze, kiedy zobaczyłeś, o no idzie dobrze, mogę, mogę gdzieś zajść, czyli jakby już ja już nie jestem, nie mam tych 100 000, które nie wyróżnia mnie spśród tłumu przedsiębiorców, ale to już się robi naprawdę to się robi duże kwoty. Jasne. Więc te pierwsze większe pieniądze myślę, że zacząłem zarabiać w wieku 23 lat, około dwóch lat po tym, jak zacząłem. Wtedy faktycznie te pieniądze szły w kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. 100 kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Tak plus minus, bo wiadomo, że no przedsiębiorca nie zarabia miesiąc w miesiąc tej samej goty, ale tak to się pojawiły takie pieniądze. No to takie pieniądze u 23latka uważam już za duże. Wszystko powyżej 50 000 zł uważam za duże. Zwłaszcza, że byłem przyzwyczajony stosunkowo do niskiego poziomu życia, jeżeli chodzi o wydawanie pieniędzy.
Co zrobił, gdy przed trzydziestką zaczął zarabiać ponad 100 tys. zł miesięcznie?
Według własnej relacji około 23. roku życia dochodził w dobrych miesiącach do ponad 100 tys. zł. Zamiast szybko podnosić poziom życia, większość środków oszczędzał i reinwestował.
Gość podkreśla, że wyniki przedsiębiorcy są zmienne, więc nie traktował jednego dobrego miesiąca jak trwałej gwarancji dochodu. W pierwszych latach pracował bardzo intensywnie i ograniczał konsumpcję do niewielkiej części zarobków.
Jego zasada zmieniała się wraz ze wzrostem majątku: na początku priorytetem była baza finansowa i poduszka, a dopiero później większa swoboda wydawania pieniędzy i korzystania z życia.
Przejdź do rozdziału w filmie: 08:44
Pytania do rozdziału
Czy rzeczywiście zarabiał ponad 100 tys. zł miesięcznie przed trzydziestką?
Mazurek mówi, że około 23. roku życia w części miesięcy jego wyniki dochodziły do kilkudziesięciu, a czasami ponad 100 tys. zł. Zaznacza przy tym, że dochody przedsiębiorcy są zmienne.
Transkrypcja tego rozdziału
Więc ja naprawdę większość oszczędzałem i głupio było wydawać te pieniądze niemalże, więc zacząłem gromadzić, gromadzić. No i faktycznie w wieku w 2019 roku kupiłem sobie pierwszy samochód samemu i to był Porsche Cayenne w salonu pewna te 33 zł. Chociaż przed nim tak naprawdę już robiłem jakieś inwestycje większe, bo to nie było tak, że pierwsze pieniądze wydałem na samochód, bo to jest totalna głupota. Oke.. Okej. Ile miałeś lat jak kupiłeś tego kona? E 23, ale odebrałem go jak miałem 24. Tak mi się wydaje, że tak. Tak było. Okej. I co się wtedy zmieniło w głowie takiego młodego chłopaka, który jeździ Porsche nowym salonu kupiony za własne pieniądze? Ludzie cię nie pytali, czy to rodzice ci dali? Zawsze tak było. Zawsze tak było, ale ja szedłem w tę narrację. Mi ta narracja nie przeszkadzała pod tym kątem, jeżeli jakieś obce osoby mówiły o, rodzice mu dali, bo ja tak naprawdę się też nie chciałem wychylać. Po co mam pokazywać, że mam dużo, że sobie świetnie radzę, żeby ludzie analizowali co robię i to kopiowali? No bo umówmy się, ludzie patrzą, o temu idzie co on robi, skopiujmy to. Mi na tym totalnie nie zależało, więc ja nawet się nie chciałem jakoś wyróżniać, nie prowadziłem jakoś social mediów, żeby się tym chwalić. Też
Byłam bardziej taki, można powiedzieć, miałem w głowie taką skromność, żeby nie pokazywać tego dalej, ale to też miało konkretny cel właśnie, żeby po co mają ludzie mówić. I tak potem jak się przeprowadziłem do Lublina, no to było trochę inaczej. No bo Lublin jest małym miastem w Warszawie jest się niezauważonym. Ale poczekaj, ale prpiliłeś się do Lublina? Przecież ty jesteś z Lublina, prawda?, tak, ale mieszkałem w Warszawie wtedy. W tamtym okresie mieszkałem w Warszawie, bo poszedłem na studia do Warszawy, mieszkałem przez 4 lata, 3 i pó roku w Warszawie, gdzie ja w Warszawie bardzo nie lubiłem na początku, ale to była kwestia budżetu i ułożenia życia. M i jednak głównie ze względów rodzinnych wróciłem do Lublina, pomieszkałem kilka lat, co zresztą tam się poznaliśmy i wróciłem do Warszawy. Okej, okej. Czy te dwa dwa trzy lata już jakby, ale nie miałeś takich jakby osobą chyba raczej oszczędną, tak jak słyszę osobą oszczędną. Natomiast umiesz też korzystać z życia. No bo jak się dzisia popatrzy na twój Instagram, na twoje podróże, na to co robisz, no to nie można mówić, że można mówić oszczędzasz pieniądze, ale to ja rozumiem, że ty to tak traktujesz, że kiedyś był moment na pomnażanie tej kuli śnieżnej, a dzisiaj
Jest moment na to, żeby część tych pieniędzy konsumować. Tak jest. Ja zawsze korzystałem, aczkolwiek powiedzmy sobie szczerze, jeżeli jeszcze przedsiębiorcą, zaczyna się od zera, to pierwsze lata to jest po prostu hardcore związany z pracą. Nie ma czasu nawet wydawać tych pieniędzy, bo pracuje się po s dni w tygodniu, po kilkanaście godzin dziennie i u mnie też tak było, więc zarabia się te pieniądze, nie ma się nawet ich gdzie wydać. Plus ja zawsze miałem takie podejście, że nie chciałem wydawać więcej niż kilka procent tego co zarabiam., bo wiedziałem, że okej, to są pierwsze duże pieniądze, one są fajne, nic w życiu nie jest pewne, bo ja też jak robiłem ten biznes, to na samym początku było tak, że najpierw zarobiłem pieniądze, a później traciłem w następnym miesiącu. Zarobiłem, traciłem, więc ja byłem przyzwyczajony do bardzo dużej niepewności, tak? I z tego powodu nie chciałem robić czegoś takiego, że pierwsze zarobione pieniądze wydam na konsumpcję, a później nie będę miał jak zarobić, bo nawet nie będę miał jak zainwestować i tak dalej. Więc uważam, że na początku jak zaczynamy zarabiać duże pieniądze to trzeba wydawać jak najmniejszą liczbę procentową. Też wiadomo trzeba korzystać w tym wszystkim, bawić się życiem i tak dalej. Ale m im im dalej zarabiamy te
Pieniądze, im mamy większą bazę, im mamy większy ten majątek, to ja uważam, że możemy nawet stosować zasadę 50 na 50. Wiadomo, zależy jak kto się z tym czuje, czy może tyle wydać i tak dalej, ale jednak na początku tej drogi uważam, że powinniśmy jak się pojawią większe pieniądze wydawać o wiele mniej niż zarabiamy i zbudować ten tę bazę, bo później wydajemy ze spokojem. Tak, niektórzy soie myślą, że jak będę zarabiał tyle co ty czy tyle co ja, to będę to to będę mógł sobie pozwolić na więcej. A to chodzi o to, żeby na początku właśnie y sobie odłożyć, a później już. Tak więc są osoby, które mają taki problem, że wydają za dużo. Tak, ale jak ciebie słucham, to mam wrażenie, że ty jesteś trochę taki jak ja, czyli m jakby nie masz z tym problemu, czyli jesteśmy takimi oszczędzającymi, czyli jakby te poduszka finansowa po pierwsze, a wydawanie po drugie. Tak, ja zawsze uważałem, że łatwiej i lepiej się uczyć wydawać. Y jakby to jest większy problem, znaczy mniejszy problem, milszy problem jakby mieć problem z wydawaniem. niż mieć problem z oszczędzaniem, nie? Bo c, bo jeżeli ktoś cię uczy oszczędzać, to musi
Sobie zawierać, tak? Ale jeżeli ktoś się uczy wydawać, to to może sobie dać i siebie y i siebie nagrodzić. Tak. i myślę, że no ja wydaje mi się, że to nie jest kwestia wiesz co tego y jakiegoś tam nauczenia z domu, bo widziałem już sytuację, że było rodzeństwo i każdy był inny i ten sam dom, te same rzeczy. Coś z tym jest, że tak rodzis się z pewnym charakterem, rodzi z pewnymi tendencjami, no to to coś chyba w tym jest. Tak i wiem, że w różnych domach są różne osoby, które jedne są oszczędzającymi, drugie są z spenderami, czyli takimi osobami, które ile my nie miały to wszystko to wszystko przepuszczą. Okej. I robiłeś ten e-commerce. Ile lat robiłeś ten e-commerce? Tak naprawdę e-commerce to robię do dzisiaj. Jakby wszystko. E-commerce to jest bardzo szerokie podejście, bo możemy sprzedawać produkty, możemy sprzedawać usługi, tak jak obecnie. Możemy sprzedać, dawać produkty cyfrowe tak jak ja za chwilę. Znaczy nie nie kursy tylko to jest to co o czym ci opowiadałem.
Robimy aplikacje do liczenia kalorii. Okej. Ale ale przejdźmy teraz do tego y Radamedu. Tak. I pamiętam jak ty wchodziłeś w ten biznes. Mówiłeś mi, że wchodzisz to i ja już się zastanawiałem czy przypadkiem nie jest za późno, że to już jest taki ugruntowany biznes. Też miałem kolegę, który w tym biznesie mocno siedzi bardzo głęboko i tak się zastanawiałem, czy nie nie wcharz się po prostu między te duże firmy, które już jakby trochę rynku zajęły i czym już nie jest za późno. Ale z drugiej strony jak mój kolega, który miał największy biznes w tej branży wchodził, to też się zastanawiałem co to jest za głupi pomysł, nie? I myślę sobie, dobra, no to nie jest takie proste, więc powiedz mi, no i dzisiaj ty masz jedną z większych firm, które się zajmują właśnie telemedycyną, więc moje myślenie na tamten okres, no widać nie było dobre.
Jak wejść na konkurencyjny rynek i zbudować Radamed?
Mazurek uznał, że rynek telemedycyny nadal dawał miejsce dla firmy oferującej lepszą jakość, wygodę lub szybkość. Dużą przewagą było jego wcześniejsze doświadczenie z e-commerce.
W rozmowie telemedycyna jest opisywana jak biznes e-commerce’owy oparty na usłudze. Gość zwraca uwagę, że do startu nie wystarcza sama technologia — konieczne są także marketing, procesy, wiedza operacyjna, obsługa klienta i zgodność z regulacjami.
Omawia też regulacje rynku konsultacji online i recept. Jego zdaniem część ograniczeń była potrzebna, aby uporządkować standardy i bezpieczeństwo pacjentów, a długoterminową przewagę firmy buduje jakość oraz powtarzalność usługi.
Przejdź do rozdziału w filmie: 14:34
Transkrypcja tego rozdziału
Jasne. Ja myślę, że na każdym rynku jest miejsce dla kogoś, kto jest lepszy. Lepszy wiadomo, w zależności od obszaru. Może być tańszy, może być szybszy, może zapewniać lepszą jakość. A więc na każdym rynku jest to miejsce. A umówmy się, że ten rynek jak ja wchodziłem, on funkcjonował 3 lata. No to nie jest długo. Mi się wydaje, że przez trzy lata ciężko jest ugruntować bardzo mocną pozycję. Zawsze jest miejsce na każdym rynku, który ma tr lata. Tak, zawsze jest miejsce. Y, no wiadomo, jak był trwał 20 lat, 25, prawda, to już wtedy by było wszystko trochę zabetonowane, prawda? Ale te trzy lata to nie jest, to nie jest tak długo. No są właśnie branże, które na przykład jest ciężko wejść, jak chciałbyś być piłkarzem. i być Lewandowskim, no to tam już jest naprawdę bardzo wysoka konkurencja i szansa, że że ci się nie uda być Lewandowskim albo lepszym niż Lewandowski jest ogromna. I tu jest tak samo. Tak samo. Ale właśnie 90% ludzi zarabia na nieruchomościach, a na giełdzie często albo na na Forexie szczególnie zarabia poniżej 10%, prawda?
A reszta reszta traci. Więc pytanie, jak ty oceniałeś ten rynek, kiedy wchodziłeś w niego? Że oceniałeś, że jest tak konkurencyjny, czy wydawało ci się, że z palcem? No się nie patrzyłem czy patrzyłem na to, że jest to usługa, która jest potrzebna, bo sam z niej skorzystałem, spodobała mi się, wiedziałem, że jest to przyszłość, bo jest to wygodne. Wszystko idzie do świata online. Ludzie lubią tę formę i przede wszystkim nie wiedziałem, że mimo, że to już jest na rynku, to nie znaczy, że jak się tego nie zrobi lepiej, trochę inaczej, to czy nie znajdzie się swojego błękitnego oceanu na rynku, który tak naprawdę ma trzy lata? który tak naprawdę wtedy to był rynek na rocznie około kilkadziesiąt milionów przychodu. Tak to liczmy zestawiając po prostu wszystkie spółki z KRS-u, które się dokładnie tym zajmowały, jakie miały łączny przychód.
No to w skali całej Polski, w skali rynku medycznego kilkadziesiąt milionów rocznie przychodu w jakimś tam segmencie to jest po prostu bardzo mało. I to było wiadomo, że to urośnie. Chociaż ten rynek do teraz nie jest aż taki duży, jakby się mogło wydawać, bo to jest rynek łącznie telemedycyna, to jest jakieś kilkaset milionów złotych. łącznie krótkie konsultacje z możliwością wystawiania recepty, zwolnienia, skierowania, takie ogólne. To to jest rynek, który 200 milionów złot 150 milionów złot, więc on nie jest duży, ale ja wierzę w to, że on będzie jeszcze rósł, chociaż na dzień dzisiejszy myślę, że dzisiaj jest już trochę faktycznie za późno, żeby na niego wejść, tak z mojej perspektywy.. Z jednej strony no jest ciasno, ale z drugiej strony koszty dzisiaj wytworzenia i wejścia jakby są dużo mniejsze. No bo dzisiaj dzisiaj można powiedzieć programowanie kosztuje znacznie mniej, prawda?
Teoretycznie można powiedzieć szybko zbudujmy stronę internetową, reklamy wygenerujmy w narzędziach AI, teksty reklamowe zróbmy w Gemini i tak dalej. Jednak jest to e-commerce. Telemedycyna to jest e-commerce. I tak jak ja wcześniej mówiłem, to jest naprawdę bardzo interdyscyplinarna wiedza, która i żeby się przebić i osiągnąć jakiś tam próg rentowności, to trzeba być na każdym, w każdym obszarze naprawdę na dobrym poziomie, bo po prostu konkurencja jest duża w całym e-commerce. Trzeba się na tym dobrze znać. A jak myślisz, ile ile z doświadczeń z poprzednich lat bycia w e-commerce jakby spowodowało to, że utrzymałeś się na tym koniu i jesteś i idziesz do przodu? Tak jakby jakby czy dałbyś radę zrobić ten biznes bez tego zaplecza, który miałeś? Nie, nie. I tutaj tym zapleczem przede wszystkim jest wiedza, bo jeżeli chodzi o start, to faktycznie większość biznesów e-commerce’owych, które są w pewnym sensie modelem pośrednictwa, nie trzeba nie wiadomo jakich pieniędzy na start. Wystarczy kilkadziesiąt tysięcy, 100 kilkadziesiąt tysięcy. I to są pieniądze, które pozwalają na ten start,
Na zweryfikowanie modelu biznesowego. No to też nie są jest 5000 zł. Czy tak jak ja startowałem w e-commerce, ja pamiętam ze wspólnikiem, my wtedy zebraliśmy po 500 zł, mieliśmy 1000 zł i się zastanawialiśmy jak to my ten mały ZUS uciągniemy 500 zł. I przy tej skali inwestycji i oczywiście naszego ogromu pracy, bo sami wszystko robiliśmy, byliśmy w stanie wystartować. Dzisiaj no za te 500 zł ciężko by było.. A były takie momenty, jak robiliście ten Radamed, że już chcieliście się poddać, że już chciałaś to zamykać, że już jakby powiedziałeś sobie: "No chyba tego nie przeżyjemy". Nie, absolutnie nie. Cały czas tutaj rozwijamy się. Są trudne momenty, były trudne momenty. To nie jest tak, że cały czas rośniemy, ale nie miałem ani jednej chwili zwątpienia tak naprawdę, bo ja przede wszystkim wierzę w usługi, które świadczymy. Wierzę, że one dają wartość, wierzę, że są wygodne, wierzę, że ludziom są potrzebne, więc to jest najważniejsze. A to, że my czasem sobie zanotujemy spadek, czasem urośniemy, popełnimy jakąś błędną decyzję, to i tak koniec końców, jeżeli mamy solidny fundament w firmie w postaci tego, że ludzie są
Zadowoleni z naszych usług, a jakość to jest coś na czym nam najbardziej zależy w każdym obszarze. My tymi opiniami się przejmujemy, zbieramy, wyjaśniamy i tak dalej, bo naprawdę nam zależy jakby tutaj kluczem jest jakość, żeby ci ludzie wracali, byli zadowoleni. Więc jeżeli jest silny fundament w firmie polegający na tym, że jedna rzecz firma operuje dobrą jakość, druga rzecz rynek po prostu tego potrzebuje, to według mnie nie ma się czym martwić. Czas temu była było głośno na temat właśnie firm, które świadczą telemedycynę. Y i powiedz mi, czy był taki moment, że legislacyjnie wam to będą chcieli ograniczyć, jakby to już jest po tym wszystkim, że wszystko się ułożyło, czy na jakim etapie to jest? Myślę, że jest na jakiś 80% uregulowania, bo faktycznie jak rynek konsultacji online z receptami się pojawił, to powiedzmy sobie szczerze, to była wolna Amerykanka. Jakby faktycznie podmioty, które to zaczynały, to lekarze sami nie wiedzieli, co robić. Wystawiali wszystko jak leci, byli pozatniani asystenci, medyczni. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale jakby nie dziwię się urzędom, nie dziwię się tutaj
Legislatorowi, że podjął jakieś działania, dlatego że faktycznie to było mogło być potencjalnie niebezpieczne dla pacjentów, dla ludzi, dla systemu, nawet bardziej dla ludzi, bo tutaj koniec końców się zdrowie. Tak dla ludzi, ale systemowo dla ludzi, czyli w takim sensie, że dla y, bo jeżeli ktoś popełni jakiś błąd, to dla skali Polski to nie ma wielkiego znaczenia, prawda, dla rządzących. Ale jeżeli to systemowo pójdzie i i będzie ludzie będą mieli szkody, tak jakby, no to komu by się im na tym zależy, no bo ktoś ich jednak wybiera, nie? Tak jest. był zbyt duży dostęp po prostu do tych wszystkich środków i zbyt łatwy to zostało ukrócone też lekarze zostali odpowiednio przeszkoleni są odpowiednie regulacje i na dzień dzisiejszy to już tak zupełnie nie wygląda jak ja wchodziłem w ten biznes, to było potem taka słynny słynna pierwsza regulacja która najwięcej uważam zmieniła, to jest limit recept na lekarza, który wynosi tam 80 recept dziennie.
Więc to już jest liczba, którą realnie lekarz jest w stanie zapoznać się z wywiadem, porozmawiać z pacjentem i na spokojnie przepisać leczenie. Wiadomo, bardzo często w telemedycynie to są bardzo, ale to bardzo proste przypadki, tak jak ja jestem takim prostym przypadkiem. Ja mam Hashimoto, ja zażywam Euthyrox jakąś jedną dawkę. Co kilka miesięcy robię badania, wiem jak badania są dobre, więc ja nie potrzebuję jakieś niesamowicie długiej konsultacji, tylko przedłużenia recepty. I faktycznie takie konsultacje robi się no w chwilę, kilka minut to zajmuje, minutę, dwie, trzy, no bo tutaj nie ma z czym się zapoznawać. Jest kontynuacja leczenia, lekarz zna, ma wyniki, ma dokumentację i tak dalej. I dlatego dla kogoś może być o 80 konsultacji lekarskich dziennie, to mega dużo, ale umówmy się to już nie są konsultacje stacjonarne z badaniem fizykalnym w skomplikowanych sytuacjach. Tylko to są proste proste przypadki. E, ale w każdym bądź razie legislacyjnie to był taki pierwszy to była taka pierwsza konkretna zmiana limit 80 recept dziennie. Ja uważam, że bardzo dobrze, że to wyszło. Tak. Myślę, że ta medycyna ona strasznie może zmienić jakby kolejki do lekarzy. No bo sobie, jeżeli ty kiedyś stałeś w
Przychodni y i czekałeś w kolejce na musiałeś po pierwsze mieć lokal, w którym czekasz, prawda? Nie, nie pod chmurką, tylko gdzieś w poczekalni y między wieloma emerytkami, tak? Żeby dopchać się do lekarza, który ci przedłuży tą receptę, albo iść prywatnie i zapłacić za to i tak samo eksploatować jakąś nieruchomość, y, gdzie jest sekretarka, jest recepcja, jest wszystko. To generuje ogromne koszty. Tak. A porównując to do telefonu, gdzie w swoim domu być może siedzi lekarz i on dokładnie widzi to samo, prawda? Y przypisuje prostą receptę na na zdiagnozowaną wcześniej chorobę albo która jest kontynuowana i tak dalej, no to to jakby dla systemu całego y służby zdrowia to strasznie mniże koszty. Tak, dokładnie. Tak, ja w ogóle uważam, że my naprawdę usprawnamy polski system służby zdrowia i wiąże się to niestety też z tym, że niektórzy lekarze są w opozycji, ale powód jest bardzo prosty. Teraz są pieniądze. Czemu teras są pieniądze? Bo są lekarze, do których ludzie przychodzą po przedłużenie recepty i oni kasują co miesiąc 300 zł. Tutaj już nie chcę wchodzić w jakieś specjalizacje i tak dalej. Ludzie, którzy korzystają,
Wiedzą, mimo że to nie jest wprowadzenie lekarzy, to są proste recepty na proste przedłużenie, a ktoś musi jeszcze specjalnie pojechać, to już tam teraz aż tak tego nie ma. Kiedyś tak było, że się odbierało te z recepcji się płaciło niemalże ocenę za konsultację taką pełnoprawną dosłownie po kilkaset złotych. Wiadomo, w mniejszych miastach mniej i to jeszcze na miesiąc. I to jeszcze na miesiąc, bo i to jeszcze na miesiąc, a u nas to kosztuje po 50 zł taka konsultacja prosta, więc to jest różnica. I teraz ci lekarze po prostu tracą swoją tracą część klientów. Teraz mówimy o prywatnej służbie zdrowia. Jeżeli chodzi o służbę zbiorowia państwową, no to po prostu usprawnamy, dlatego że do niej i tak każdy, kto korzysta wie, że są długie kolejki. Więc dzięki temu, że u nas ludzie mogą załatwić za niewielkie pieniądze, bo umówmy się to są niewielkie pieniądze względem tego ile płaci się za badania stacjonarne i są w stanie załatwić te proste rzeczy, nie idą z nimi, nie zajmują miejsca, nie eksploatują nieruchomości, nie zajmują miejsca i tak dalej.
Okej. Okej. Powiedz mi, ile masz lat teraz, Maciek? 30. To już jest taki wiek poważny. Ale w którym skończysz? 31 czy nie? W tym roku skończyłem 30. Okej. Skończyłeś 30 lat. M i powiedz mi, jakie były takie od momentu, kiedy założyłeś firmę, jakie takie były momenty takie ahah. Ty pomyślałeś sobie: "No moje życie idzie w dobrym kierunku" albo że świetnie się rozwijam, widzę, że mam efekty swojej pracy i chyba jak takie punkty kamieni milowe. Jasne. Myślę, że nie miałem momentów, w których myślałem moje życie idzie w złą stronę.. Co najwyżej były momenty, że poszukiwałem sensu, poszukiwałem, miałem potrzebę rozwoju osobistego, duchowego, bardziej niż zawodowego. I faktycznie tak było. Ja myślę, że takie momenty bym wyróżnił. Okej, ten wiek 21 lat zacząłem biznes, taki pierwszy poważny, który zarabiał pieniądze, w który się zaangażowałem w 100%. M. I to trwało kilka lat. Później w wieku 24,25 lat nadszedł moment, w którym nauczyłem się sztuki delegacji. No niestety wtedy jeszcze tylko
Dlaczego delegowanie i nieruchomości stały się kolejnym etapem?
Około 24.–25. roku życia Mazurek zaczął delegować zadania operacyjne. Część nadwyżek inwestował poza głównym biznesem, między innymi w nieruchomości, aby budować stabilniejszą bazę majątku.
Delegowanie pozwoliło mu odzyskać czas i zmniejszyć bezpośrednie zaangażowanie w codzienne czynności. W tym samym okresie zaczął mocniej myśleć o tym, po co zarabia i jak chce wykorzystywać czas poza biznesem.
Nieruchomości opisuje jako element dywersyfikacji: niekoniecznie źródło najwyższych stóp zwrotu, lecz aktywo, które w jego ocenie dawało większą stabilność i poczucie bezpieczeństwa.
Przejdź do rozdziału w filmie: 25:18
Pytania do rozdziału
Co dało Maciejowi delegowanie?
Pozwoliło odciążyć go z części codziennych zadań operacyjnych, odzyskać czas i bardziej skupić się na rozwoju, inwestycjach oraz życiu poza firmą.
Po co inwestował część pieniędzy w nieruchomości?
Opisywał je jako formę dywersyfikacji i budowania stabilniejszej części majątku, nawet jeśli nie oczekiwał tam najwyższych możliwych stóp zwrotu.
Transkrypcja tego rozdziału
Czynności takich operacyjnych. Jednakże to i tak mnie bardzo, ale to bardzo odciążyło i byłem w stanie, można powiedzieć, zająć się życiem. I w tym momencie uznałem, zamawiam na tyle dużo pieniędzy. Ja też, to też jest istotne, ja nie miałem jakiś niesamowicie wielkich potrzeb. Ja wiem, to może dziwnie teraz po mnie wyglądać, ale dla mnie marzeniem było jakiś większy dom z basenem, sportowy samochód i pojechać na jakieś wakacje. Ja no niestety nie wiedziałem, że można latać jakąś biznes klasą, pierwszą klasą, prywatnymi samolotami to już totalnie nie jakimiś śmigłowcami mieć kilka samochodów. To było poza moim wykroczeniem jakiś tam marzeń, bo jako mały chłopiec o tym nie marzyłem. Więc jak ja do tego doszedłem, bo tego nie było kiedyś, tak, bo tego nie było, tego się nie widziało. Tak więc jak ja do tego doszedłem, to ja miałem trochę takie, okej, to ja już to wszystko mam, to już nie jest aż takie istotne. Poza tym każdy dobrze wie, kto zarobił większe pieniądze i kupił sobie pierwszy zegarek, drugi zegarek. To nie jest też takie fajne. To nie jakby to się nie robi po to jakby zarabiamy pieniądze po to, żeby korzystać z życia. I ja mam przynajmniej tak mam, że kupuję rzeczy, żeby z nich korzystać, z nich się cieszyć i faktycznie czerpiać z nich jakąś radość i nie potrzebuję. Ja nie pojadę pięcioma samochodami na raz, nie
Zjem 10 kolacji jednego dnia. Więc nie ma sensu za tym gonić. I to był taki moment w wieku 25 lat. Zarabiam fajne pieniądze, oszczędzam dużo, reinwestuję je, inwestuję je w coś zupełnie niezwiązanego z moim biznesem. Tutaj akurat nieruchomości, bo jest to coś, z czego nie ma niesamowitych stop zwrotu, ale jest to najpewniejsze, o ile można w biznesie powiedzieć, że coś jest pewne, to to jest całkiem stabilne, przynosi jakiś przychód i zapewnia jakieś tam bezpieczeństwo w głowie. I to był taki moment, w którym ja trochę uznałem, że okej, to życie zawodowe trochę na bok i ja się zajmową. Zacząłem więcej podróżować, tak jak mówię, zwiedzać świata, poznawać różne kultury, szukać sensu życia i gdzieś tam nauczyłem się jakieś medytacji i tak dalej. Aczkolwiek tego się nauczyłem, bo tam miałem jakieś bardzo duże problemy wcześniej, które też mnie bardzo mocno ukształtowały. Możesz powiedzieć problemy osobiste, zdrowotne czy jak problemy były takie, że z jednej strony urząd skarbowy trochę inaczej interpretował niż ja przepisy i w skrócie jakby wyszło na na ich zdanie to bym był jakieś minus 20 milionów, więc to było całkiem stresujące. Dla mnie, mimo że przepisy były po mojej
Czego nauczyło go ryzyko podatkowe sięgające około 20 mln zł?
Gość twierdzi, że spór o interpretację przepisów tworzył dla niego potencjalne ryzyko około 20 mln zł i trwał około dwóch lat. Wszystkie sprawy miał ostatecznie wygrać, a doświadczenie wzmocniło jego nacisk na dokumentację i zgodność.
Mazurek opowiada o równoległych kontrolach kilku spółek i sporze dotyczącym interpretacji podatkowej. Zastrzega, że prowadził biznes zgodnie ze swoim rozumieniem przepisów i był w stanie przedstawić dokumentację potwierdzającą sposób rozliczeń.
Najważniejsza lekcja z tego okresu to pełna ewidencja przepływów, rzetelna rachunkowość, gromadzenie dowodów oraz występowanie o interpretacje indywidualne, gdy przepisy można rozumieć na kilka sposobów. Podkreśla też, że optymalizacja podatkowa nie oznacza działania wbrew prawu.
Przejdź do rozdziału w filmie: 28:04
Pytania do rozdziału
Na czym polegało ryzyko około 20 mln zł?
Gość opisuje spór z administracją skarbową dotyczący interpretacji przepisów. Według jego relacji potencjalna skala zobowiązania wynosiła około 20 mln zł, a wszystkie sprawy ostatecznie wygrał.
Jaka lekcja biznesowa została mu po sporach podatkowych?
Najmocniej podkreśla pełną dokumentację, rzetelną rachunkowość, rozliczenie przepływów oraz korzystanie z interpretacji indywidualnych w niejednoznacznych sytuacjach.
Transkrypcja tego rozdziału
Stronie, tylko ja miałem model biznesowy niedostosowany do interpretacji urzędu skarbowego. No bo ja miałem do model operacyjny biznesowy dostosowany do modelu, w jakim są przepisy. Jednakże urzędy w Polsce czasem potrafią być trudne, były trudne i wygrałeś to w końcu wszystko? Wygrałem, wygrałem wszystkie sprawy. Doszedłem do ostatniego etapu przed sądem na szczęście, ale mówię, miałem to ryzyko i to się ciągnęło 2 lata. Ja miałem kilka spółek, ja byłem kontrolowany przez trzy urzędy jednocześnie. jakby poziom kontroli i tego jak dostałem informacje od pani urzędniczki, która prowadziła sprawę, że ona to w sumie wie, że mam rację, bo ja się naprawdę z nią zaprzyjaźniłem. Ja pisałem na protokołach na komputerze, bo tam były jakieś problemy i protokolant nie mógł pisać, bo nie potrafił dobrze. No to była jakaś abstrakcja po prostu. Finalnie pani z urzędu była bardzo miła. Ja też zawsze staram się być bardzo miły dla ludzi i tak dalej. Okej, każda firma, dobrze, że kontrolują firmy, że no bo to jednak z naszych, jeżeli ktoś się oszukuje na podatkach, to każdy na tym traci. Ale no dostałem jasną informację, że po prostu pani skiernictwa uznała, że to trzeba ukrócić i i nawet jak w sądzie by mieli przegrać, to to mają pójść na na nie.
Ale na szczęście zaczy się sądzą za męcze, tak jakby oni idą do sądu i my za to płacimy, my zapłacimy za za ich reprezentację, za to spraw błędy urzędników tak naprawdę my płacimy. Tutaj była ewidentna ewidentny błąd urzędnika, ale dla mnie to dobrze wyszło. Staram się mieć takie myślenie, że wszystko dobrze wychodzi, bo właśnie przez d lata miałem widmo nad sobą, że no będę jakieś minus 20 milionów złot. No to całkiem dużo jak na młodego chłopaka, który w sumie nie ma innego biznesu, innych źródeł przychodów i w sumie to ja nawet n zarobiłem do tamtego momentu 20 milionów złotych łącznie, żebym miał z czego te spłacić. To było totalnie pewnie chodzi o VAT, który źle naliczałeś, tak? Albo oni uważali, że źle naliczałeś, tak? Podejrzem. Tak, tak. To chodziło o tego na przykład rzeczy. To są jakby częste problemy i to była jedna kwestia ta zawodowa. Druga kwestia była taka, że gdzieś tam rozstałem się ze wspólnikiem poprzednim, ale tak naprawdę głównym problemem były problemy rodzinne, o których tutaj nie będę opowiadać, ale były no po prostu całkiem duże, to nazwijmy. I to były dwie rzeczy, dwie sytuacje tak naprawdę jednocześnie, które się ciągnęły przez tam półtorej roku, dwa lata. I to mnie
Nauczyło tak naprawdę operować ze stresem. I mam wrażenie, że doszedłem do takiego momentu w trudności w życiu, że teraz jeżeli spotyka mnie trudna sytuacja, to ona nie jest aż taka trudna, bo ja doświadczyłem kiedyś prawdziwych trudności i mi się wydaje, że bardzo dobrze, jeżeli mamy ekspozycję na problemy, na trudności, bo później jest nam o wiele łatwiej sobie radzić ze stresem w jakichś innych sytuacjach. Więc to były takie dwa lata faktycznie bardzo dla mnie trudne. Ja się wtedy nauczyłem medytacji, ćwiczeń oddechowych, bez innych wartości ciężko by było. Głowa jest wszystkim.. Okej. A czego to ci się nauczyło? Jak ty dzisiaj prowadzisz firmy, wiedząc na co możesz się narazić? Jakby co zmieniło się, bo nie tyle co się zmieniło, co uważam, że jeszcze bardziej trzeba, jeżeli chodzi o finanse, o rachunkowość, o dokumentację, zbierać wszystko co do grosza. dosłownie i wszystko robić zgodnie z przepisami. Jeżeli coś jest na jeżeli coś można zinterpretować w różne sposoby, to wnioskować o interpretację indywidualną wcześniej. Więc po prostu to nie jest to, że zmieniło, bo ja nie robiłem
Niczego źle i finalnie ja też to wszystko wygrałem dlatego, że ja to bardzo dobrze dokumentowałem, że byłem w stanie pokazać odpowiednie dowody i tak dalej i i to mnie nauczyło bardziej czy albo inaczej to mnie utwierdziło w przekonaniu, że jeżeli robimy biznes, to finanse, rachunkowość są bardzo, ale to bardzo istotne. Nie można o tym zapominać, tak jak są przedsiębiorcy, którzy tu gotówkę wypłacą, tu coś płacą, nie? Ja mam każdego grosza rozliczonego. Ja też robię e-commerce. Ja nigdy w życiu firmowo nie przyjmowałem gotówki, więc ja mam każdego grosza rozliczonego. Od każdego grosza mam zapłacany podatek. Oczywiście trzeba to robić optymalnie podatkowo, ale optymalnie podatkowo nie znaczy, że coś się robi wbrew przepisom. Więc to tak naprawdę miałem taką lekcję, że nawet jakbym chciał kombinować, mimo że nie kombinowałem, okej, to nie warto, bo oczywiście każdy młody przedsiębiorca mam głowę, a może bym tutaj zakombinował, może tu. To mi pokazało, że jeżeli bez kombinowania potrafią być problemy, to ja nie mam zamiaru. Jeżeli ktoś by mi zaproponował cokolwiek, co by było niezgodne z przepisami, to bym nigdy w życiu w to nie wszedł, bo dla mnie najbardziej liczy się spokój w
Głowie. No tak, bo jakbyś miał znowu mieć problemy y i to co powiedziałeś to mi się pomyślałem sobie od razu o takim przykładzie, że na przykład czasem mam mam syna osem lat, tak? I dla niego czasami jakiś problem jest końcem świata, można powiedzieć, tak? I ja tak sobie myślę z perspektywy ojca i doświadczonej osoby względem tego dziecka, że słuchaj, to nie są problemy, nie? Jakby i gdybym ja miał taki problem, jak on ma teraz, to w ogóle bym tak samo ty tutaj, jeżeli masz dzisiaj y problem, kiedyś dotknąłeś większy problemów, to wiesz, że wszystko jest do załatwienia, prawda? I powiem ci jeszcze jedną rzecz, którą chciałem się podzielić. Moja żona miała spór z jednym z wykonawców, tak? Tam chodziło o jakąś tam sukienkę, prawda, o niedużą kwotę i ale ja mówię dla zasady powinna po prostu walczyć do końca, bo tam ktoś oszuka po prostu moc chodziło niedużo kwotę, może tam 10 000 niecałe. Tak ja mówię słuchaj, musisz walczyć do końca, nie poddawać się, no bo nie możesz jakby wiesz i dla mnie to było stresujące i lepiej by było czyem to odpuścić i jakby to nie było warte tych
Pieniędzy, żeby iść do sądu i tak dalej, przysłuchiwać jakiś tam świadków i tak dalej i tak dalej. Ja mówię, ale słuchaj, idź do sądu, dlatego że to cię dużo doświadczy. Lepiej żebyś miała doświadczenie na nieistotnej sprawie, którą ty kogoś pozywasz i można być masz pełną rację, to nie jest kwestia na granicy, tylko po prostu jesteś, byłaś oszukana, więc uważam, że trzeba walczyć. Choćbyśmy mieli stracić pieniądze, to uważam, że trzeba dla zasady, bo to też jest doświadczenie, którego się no nie da kupić. Po prostu jeżeli był będzie pójdzie kiedyś jakiś problem za 100 000, za milion złotych i tak dalej, to to masz doświadczenie, które cię już zbuduje. Mimo tego, że dzisiaj to cię kosztuje stres i nie jest warty ten stres tego, nie? To to później y tak jak mecenas, który był 100 razy w sądzie, on de facto jest jak w swoim miejscu pracy, tak jakby to jest dla niego chleb poprzedni, tak? A jeżeli ktoś idzie do sądu pierwszy raz i pierwszy raz wkłada zezanie, no to dla niego jest to jest trudna sytuacja. Tak dokładnie. Więc ja uważam, też trzeba doświadczać i i też czasami tak jakby niektórzy się zastanawiają, jak ja to znoszę, jakieś takie ilość problemów, które no które wchodzi, tak? Y okej. Chciałem się jeszcze zapytać o mindseta,
Jak kryzysy wpłynęły na jego odporność i sposób myślenia?
Mazurek uważa, że duże problemy zawodowe i osobiste nauczyły go operować ze stresem. Wymienia medytację, ćwiczenia oddechowe, rozwój osobisty i duchowy jako narzędzia, które pomagały mu zmieniać perspektywę.
Gość mówi, że po przejściu przez trudny okres późniejsze problemy łatwiej było mu oceniać proporcjonalnie. W rozmowie pojawia się również pogląd, że kontrolowana ekspozycja na trudne sytuacje może budować doświadczenie potrzebne przy większych stawkach.
Dalsza część ma bardziej osobisty charakter: Mazurek opowiada o duchowości, podróżach i doświadczeniach psychodelicznych. Są to jego subiektywne przeżycia i interpretacje, a nie porady medyczne ani naukowe twierdzenia.
Przejdź do rozdziału w filmie: 34:40
Transkrypcja tego rozdziału
Prawda?, i jak ty nad twoim mindsetem pracujesz. A propos tej duchowości, o której mówiłeś, to pamiętam, że kiedyś się spotkaliśmy, to byłeś u mnie i dodaliśmy książkę właśnie taką, która jest powiązana z rozwojem duchowym i jakby cały ciebie się zmieniło. Mówiłeś, że to problemy zainicjowały ten rozwój, ale i w jaki sposób się rozwijałeś? Czyli uczyłeś się medytować, uczyłeś się oddychania, co jeszcze przede wszyst czy były jakieś Czy były jakieś jeszcze być może y, nie wiem, ceremonie albo albo Oczywiście, że tak. Oczywiście, że tak. Słuchajcie, zacznę od tego, że kluczowe jest to czego się nauczyłem, które może tutaj dać komuś wartość, że naprawdę swoimi myślami kształtujemy swoją rzeczywistość i to się wydaje takie błacha, ale prawo przyciągania, to to wiara w to, że że w tą pozytywną energię to naprawdę działa i ja jestem po prostu tutaj dowodem największym tego wszystkiego i często ludzie to robią nawet nieświadomie, ale właśnie uczymy się tego, tej duchowości, zrozumienia po to, żeby jak najbardziej śadomie kreować
Swoją rzeczywistość przez swoje myślenia. Chociaż wiadomo, no to są takie takie słowa, które łatwo powiedzieć, że każdy marzy tutaj o tym, żeby mieć dużo pieniędzy, ale tutaj chodzi o tą umiejętność tego, żeby nie marzyć, że będę mieć szczęśliwe życie, tylko czym jest to szczęśliwe życie, zaczynająć od definicji, potem od afirmacji, czyli wyobrażania sobie konkretnie tego. A więc to jest taka kwestia z tym związana. Druga rzecz to jest kwestia tego, co jest po śmierci. To też jest coś, co każdy się zastanawia. No ja miałem w swoim życiu doświadczenie. Na przykład byłem w Peru na ceremonię na ceremonię ayahuaski e z psylocybiną miałem doświadczenia i no są to substancje, które potrafią bardzo, ale to bardzo zmienić życie, bo pokazują jak zbudowany jest świat, pokazują jak zbudowani jesteśmy my sami. I przede wszystkim taką największą lekcją, którą się wyciąga z podróży psychodelicznych, jeżeli się robi na pewnym poziomie świadomości, jest to, że widzimy siebie spoza siebie, więc widzimy, że widzimy to nasze ego, tak dosłownie i widzimy to, z czego jesteśmy zbudowani. A każdy
Z nas jest jedynie sumą doświadczeń, które przeżył, zobaczył, usłyszał i w kulturze, w której był. i jeżeli wyjdziemy spoza to, to mamy bardzo dużą akceptację do wszystkich innych osób, bo rozumiemy, że one po prostu mają inne schematy w głowie, inne wzorce myślenia i z tego powodu są inne, mogą mieć inne zdanie na jakiś temat. I tak samo to też jest takie podsumowanie tego, że jeżeli osoby są tego świadome, to jeż jak dyskutują, to w dyskusji nie chodzi o to, żeby przekonać kogoś do swojej racji, tylko żeby dać zrozumieć drugiej stronie swoją rację, bo bardzo często każdy może mieć swoją rację i to jest okej, bo świat nie jest zerojedynkowy, tak jak nas uczą w szkołach, tylko świat jednak ma swoje odciemnej szarości i faktycznie dla jednej osoby coś, co jest dobre, może być duet dla drugiej, ale ważne, żeby ciebie rozumieć.. A co dokładnie to jakbyś ty przełożył na swoje życie? Jakby coś zmieniłeś po tych podróżach czy okej, mówiłeś, że jesteś bardziej akceptujesz, bardziej widzisz jakby to z innej perspektywy, a czy coś wdrożyłeś, coś zmieniłeś, coś nadałeś innego pędu jakby
Tak. Okej, bardziej się utwierdzam, że kierunek, w którym idę jest dobry. Pokochałem życie.. Dało mi to na pewno spokój w głowie na tej zasadzie, że okej, jak wiem co jest po śmierci, jak widziałem to, no to nie ma co się tego bać. Oczywiście trzeba wykorzystywać życie, bo po to tu jesteśmy, żeby korzystać z tego życia, żeby cieszyć się każdym momentem, uśmiechać się po prostu codziennie jak wstajemy, no bo to jest naprawdę wielki dar, którego część osób nie docenia, a jest tutaj co naprawdę doceniać, pokorzystać i tak dalej. Okej. To co według ciebie jest po śmierci? Według mnie po śmierci to jest energia. jest energia, która płynie, więc my się po prostu odjemy w energię. Jest to ciężko też wytłumaczyć, bo zawsze jak jest się w tym stanie po psylocybinie albo po DMT, czy to w ramach iłaski, czy po grzybkach, to jesteśmy w miejscu, którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć naszym ludzkim umysłem. I my to pamiętamy. My jesteśmy w stanie wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Jednakże my nie jesteśmy z tego tak zupełnie nie jesteśmy w stanie tego zupełnie zrozumieć, bo nasz procesor
Jakim jest nasz ludzki umysł jest po prostu zbyt ułomny na na ten kon. Więc przykręcon tak jest przykręcony, więc ja się totalnie nie nie mam potrzeby spróbowania wyjaśnienia tego, co zobaczyłem. Jestem z tym okej, że nie wszystko musi być zarozumiałe i wyjaśn, bo pewne rzeczy słowami ciężko jest wytłumaczyć. Tak to jak byś móg to podsumować? E i jeżeli chodzi o te wszystkie podróże takie duchowe, to moim podsumowaniem jest to, że ludzie myślą, że inaczej ludzie nie myślą, że wierzą w Boga, ludzie mówią: "Wierzę w Boga". I się pyta kogoś czy wierzysz, że Bóg jest, czy go nie ma. Oczywiście w Polsce jak kzy mówi: "Wierzysz w Boga, to to jest bardzo często koncept religii katolickiej. I i to jest to pytanie: wierzysz w Boga, to czy jesteś katolikiem?" Ja tak to utożsamiają. Ja mam takie podejście, że ja nie muszę mówić, że wierzę w Boga. Ja wiem, ja to widziałem. Ja to sobie nazywam Stwórcą wszechświata. Tak naprawdę ten Bóg jest, czy to w ramach religii katolickiej, czy jakiś innych, tak naprawdę to są wszystko te same wartości. W większości w 90% to są wartości po prostu etyki, moralnego postępowania, z którymi ja się totalnie
Bardzo utożsamiam. Jednak ja na przykład nie jestem religijny ze względu na to, że bardzo dużo podróżowałem i wiem, że wiem, że to jaką ktoś wyznaje religię to jest 99% nawet pr9 tam gdzie się urodził to taką wyznaję i to mi nie pasuje.. Tak. No bo dla ciego akurat nasza religia polska wyznawana w Polsce w większości jest lepsza niż ta w Ameryce Południowej. Dokładnie tak. Dokładnie tak. Aczkolwiek wszystkie religie według mnie są świetnym narzędziem do tego, by edukować ludzi jakie są nadrzędne wartości i bardzo dobrze, bo na przykład nie zabijać, nie krzywdzić i tak dalej. No to świetne wartości. Jakby trzeba to wszystko promować. potrzebna jest wspólnota dla ludzi, więc ja się bardzo cieszę, że są religie, jakby ja w tym nie jestem, ale mówię, ja po tych doświadczeniach nie wierzę w Boga. Ja wiem. Okej, super, super. A powiedz mi, chciałem zapytać o twój ślub z So, bo obserwowałem cię kiedyś. Pamiętam, jak się poznaliśmy, miałeś taki kanał zamknięty na Instagramie, prawda? Czyli twoje relacje były tylko dla znajomych, a dzisiaj już jesteś masz jesteś bardziej otwarty. Mm. Powiedz mi,
Jak podchodzi do ryzyka, hejtu i dalszych celów?
Mazurek deklaruje, że negatywne komentarze nie mają dla niego dużego znaczenia, jeśli jego działania nikogo nie krzywdzą. Chce nadal rozwijać biznes, dzielić się wiedzą i jednocześnie intensywnie korzystać z życia.
Przykładem podejścia do ryzyka jest opowieść o nietypowym wejściu na własny ślub: plan zjazdu ze śmigłowca został zastąpiony profesjonalnie przygotowaną tyrolką. Gość opisuje także wyprawy górskie, skoki i inne aktywności o podwyższonym ryzyku.
W końcówce mówi o uruchomieniu kanału YouTube. Podkreśla, że wcześniej nie udzielał publicznie porad biznesowych, a zaczął to robić dopiero wtedy, gdy uznał, że ma praktyczne doświadczenie i może przekazywać sprawdzoną wiedzę. Jego cel na kolejne lata to nie tylko więcej pieniędzy, ale również więcej wartości dla innych, doświadczeń i dobrej zabawy.
Przejdź do rozdziału w filmie: 41:08
Transkrypcja tego rozdziału
No ten w ogóle ty jesteś szalonym gościem, jak ja widzę co ty robisz w życiu i jak ty korzystasz z życia. i nawet nie chodzi o to, że wydajesz jakieś wielkie pieniądze na jakieś wielkie rzeczy, tylko że rzeczy, które robisz wymagają zorganizowania, wymagają znalezienia, wymagają też czasu, y, są takie trochę odstrzelone jak zanie tym samolotem, y, który ma, nie wiem, kilkadziesiąt lat, tak można to powiedzieć. Y i też cię o niego kiedyś pytałem.. I powiedz mi, y, ty na was własnym ślubie zjechałeś tyrolką? Tak, tak jest. I powiedz mi, skąd ten pomysł? Wiesz co, ten pomysł to był plan B. W ogóle tyrolki nie było na tapecie w ogóle. Ja wiedziałem, że to był nasz ślub, to był nasz dzień z miłością mojego życia. Chcieliśmy to pokazać ludziom y jacy my jesteśmy, zaprosić ich do naszego świata na dwa dni wesela, które organizowaliśmy i chcieliśmy, żeby totalnie nam odpowiadało, było zrobione pod nas i oczywiście żeby też wszyscy goście się dobrze bawili i stwierdziliśmy, ja stwierdziłem, że chciałbym wjechać w swoim stylu. Ludzie w Polsce są
Przyzwyczajeni, że wynajmuje się jak najdroższy samochód. W ogóle ciekawostka, kiedyś jeździłem do ślubów samochodem jako kierowca, i byłem nauczony, nie, to nie jest coś czego chcę. Ja jeżdżę fajnymi samochodami na co dzień. No to, że co wynajmę sobie specjalnie droższy samochód, nie, to nie jest jakieś dla mnie fajne. To nie chodzi w tym o pieniądze. Pokazać ile się ma, że jakim dobrym samochodem się podjedzie. Ja to chciałem zrobić w swoim stylu. No i myślałem, okej, może skoczę ze spadochronem, ale jak zobaczyłem okoliczny teren, to z moimi umiejętnościami bałbym się, że ceremonię skończyłbym na drzewie. To nie byłby odpowiedni sposób. Ale jak tak patrzyłem dalej to wymyśliłem, wiem jak można to zrobić, zjechać na linię ze śmigłowca. I tutaj też nie ukrywam trochę moją inspiracją taką ogólnie życiową jest Richard Branson. To jakim on jest przedsiębiorcą, w jaki sposób on żyje. Dla mnie to jest wielka inspiracja. przeczytałem jego autobiografię w wieku kilkunastu lat i myślę, że stąd może mam też takie pomysły albo po prostu utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to jest fajne, bo też taki byłem i on na swój ślub przyleciał trzymając sięło z helikopteram i ja myślałem, okej, no nie można kogoś tak skopiować, ale zainspirować się,
Czemu nie i stwierdziłem, zjadę na linię ze śmigłowca. Zacząłem się orientować jak to wygląda i się okazało, że to nie jest taka prosta sprawa. Trzeba przejść szkolenie, mieć specjalny śmigłowiec i tak dalej. I ja już podjąłem kroki. Przeszedłem tam 10ogodzinne szkolenie w hali, jak zjeżdżę ze śmigłowca. Później wynająłem śmigłowiec wojskowy na tam ponad godzinę tylko po to, żeby ćwiczyć to zjeżdżanie ze śmigłowca. Tam na Instagramie mam jakieś filmiki. Ludzie się zastanawiali, co ja tak właściwie robię. A ja się wtedy szkoliłem po to, żeby zjechać na linię ze śmigłowca, bo to nie jest wbrew pozorom aż takie proste. Jest tam wiele zasad, których się trzeba trzymać. Jednak we Włoszech się okazało, że takiego śmigłowca w okolicy nie ma. Żeby ściągnąć śmigłowiec z Polski to by było tam ponad milion złotych, bo to są po prostu bardzo duże śmigłowce, zazwyczaj wojskowe, ratownicze, ze specjalnym sprzętem i każdy, każda godzina lotu kosztuje bardzo dużo. No finalnie znaleźliśmy śmigłowiec z tego co pamiętam w Austrii. Jednakże koszt to byłby około 500 600 000 i tak naprawdę głównym składnikiem kosztu byłby tutaj dolot z Austrii na miejsce wesela we Włoszech do nas. I uzna nie to już to przewyższa nie ma że
Budżet wesela całego to nie ma sensu ale jak już się nauczyłem operować z liną tutaj miałem specjalistę od LIN tak to nazwijmy, z którym współpraca była fenomenalna nauczył mnie tego. Też był taki e taki zabawowy można powiedzieć w pozytywnym znaczeniu, że zróbmy coś fajnego. On kiedyś robił filmach, przygotowywał pokazy dla kaskaderów, więc on mnie uczył nawet jak zjeżdam na linę ze śmigłowca, że Maciek ty nie masz zjechać na linię, ty masz zajebiście zjechać na linię, ty masz zjechać odpowiednie zdjąć uprząd, wyrzucić ją z pogardu dla śmierci. wiesz, z takimi tekstami to było z takim to było niesamowite przeżycie w ogóle samo przygotowywanie się do tego. No tak jak mówię jednak się okazało, że tego śmigłowca nie było. Koszt był dla mnie zbyt duży i tak jak pojechałem na miejsce, gdzie mieliśmy brać ślub, to znałam kurczę tu jest całkiem wysoko, może na linę po prostu zjadę. No i tak się zaczęło. Zacząłem rozmawiać ze specjalistą od lin moim Kajetanem. Zresztą serdecznie pozdrawiam, bo warty polecenia i uznałem, no to może Tyrolkę. No i jakby zorganizowaliśmy to w ogóle to było, żeby zorganizować tę tyrolkę to było pięciu specjalistów. Ja mam dokumentację
Techniczną tej tyrolki na kilkan stron, bo to jest naprawdę, żebyś poważne jakbyś to przynajmniej nikt nie poszedłby siedzieć za to. Dokładnie tak. Jakieś dodatkowe ubezpieczenia, zabezpieczenia. Na miejscu były trzy osoby z ekipy do do pomocy na bieżąco. Były osoby na górze, na dole, gdzieś tam z boku w razie czego, więc to było całkiem duże zaangażowanie czasu i gdzieś tam jest powiem ci, że jak y myślę sobie o tyrolce to jest szalone, nie? Ale jak powiedziałeś o helikopterze, to jest jeszcze bardziej szalone, nie? Y faktycznie, ale gdyby on był blisko no to to by było dostępne już. Tak, gdyby to było w Warszawie na przykład. Tak, tak jest. Ale nie żałuję, bo ta tyrolka szczerze nie widziałem nigdy nikogo, kto zjechał na tyrolce do ślubu i to jeszcze nie to, że na tyrolce w lesie po prostu w parku linowym, tylko zorganizował tyrolkę na miejscu ceremonii w pięknym miejscu we Włoszech, gdzie to naprawdę nie było tak proste przekonać właścicielkę tej nieruchomości i tak dalej, tych schodów do przejścia, żeby zjechać rolką było bardzo dużo, ale uważam, że warto dlatego, żeby to było totalnie w moim stylu i wszyscy goście, którzy mnie znają, no to był niestety minus. Jak zobaczyli linę, mimo że ona była bardzo wysoko, to uznali, mimo że
Totalnie o tym nie wiedzieli, bo nie chciałem o tym mówić, to uznali, no Maciek pewnie coś tutaj zrobi. I nikt totalnie nie był zdziwiony, bo ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że ja po prostu taki jestem. Jasne. A powiedz mi, bo nie widziałem tego, ale słyszałem, że jakby za tą tyrolkę ci spotkałam sporo hejtu, tak, że że ludzie pisali y po prostu jakąś taką negatywną, powiedziałbym, że energią. I ja tego nie widziałem, bo jakby ja widzę raczej tą dobrą stronę. Natomiast y słyszałem od żony, bo mówiła, że gdzieś widziała komentarze, które są nie do końca przychylne. Jak na to patrzeć? Jakby jak Ja się z tego śmiałem. Ja się zwłaszcza śmiałem z tych wszystkich memów, które były robione, bo ja wedy momencie stałem się memem. Jeszcze wtedy byłem z Kuba nowo połączony, który śpiewał, ale no my się z Kubą znałem. My się razem z tego śmialiśmy, jak nas połączyli to po prostu był niezły Kubao. On tam śpiewał taki influencer, bo się z niego śmiali też jakby w tym samym czasie co się z niego śmiali to śmiali się ze mnie, więc jakby byliśmy obiektami rozbawienia Polaków. Szczerze mi to
Pasuje. Ja nikogo nie skrzywdziłem to, że komuś się podoba, nie podoba. Każdy ma swój świat, każdy ma swoje zdanie. Komuś się to mogło podobać, komuś nie, dla kogoś to mogła być mega siara, mega obciacza, dla wszystkich osób na miejscu to było po prostu fajne. Dla mnie to też było fajne. Jestem zadowolony. Więc ja totalnie takim hejtem się nie przejmuję. I to już ci potwierdzało do tego co powiedziałeś wcześniej o tym rozwoju duchowym, że tak naprawdę na to, że ktoś jakby ci pisze negatywny komentarz, to to nie świadczy o tobie, tylko świadczy o nim, prawda? I to, że on jakby jakby żyje w paradygmacie takim, że to jest coś złego albo to jest coś niepasującego, prawda? To jest jego jego sprawa., ja na przykład na swoim szkoleniu często jak ktoś mnie pyta, no dobra, ale jeż ktoś do ciebie zadzwoni i będzie na ciebie zły albo coś naem ja zawsze mówię, że ale to jest twój problem czy tej osoby, że on będzie zły, prawda? Czy ona będzie zła? Jak jak coś się komuś nie podoba, no to nie jest mój problem, tylko ja zostawiam to sobie z tym problemem i jakby jakby nie dopuszczam do siebie i myślę, że jakby ja nie mam doświadczenia takiego jak jak ty z psychocybiną. y dopiero mam zamiar pozyskać to doświadczenie, bo słyszałem
Od wielu ludzi, że to jest mocno terapeutyczne i jakby można się moż zobaczyć inną perspektywę życia. M natomiast no właśnie to to pokazuje, że można by się wszystkiego o wszystko denerwować albo stresować, ale nie powinno się A a twoja żona Ola powiedz mi, ona no ma bardzo duże zasięgi, więc ma dużo więcej pewnie tych komentarzy różnych, jak ona sobie z tym radzi. Podobnie Ola sobie z tym radzi też dobrze. Aczkolwiek muszę tutaj zaznaczyć, że jest między nami istotna różnica i jest ona totalnie zrozumiała i jest ona związana z tym, że mnie ludzie nie muszą lubić, ja niczego nie sprzedaję w internecie, ja niczego nie promuję, więc ja mam trochę tak, że jeżeli ja jestem sobą, nikogo nie krzywdzę, ja się z tym czuję dobrze, to że komuś się nie podoba, czy się bardziej podoba mniej, to dla mnie to nie ma takiego znaczenia, ale bardziej mi zależy na tym, żeby dawać ludziom wartość. Jeżeli dostaję informację dosta, że ludzie mają ode mnie wartość, to jest okej. Jednakże moja żona żyje z tego, że jest influencerką, że jest twórcą internetowym i faktycznie tutaj ona no
Chciałaby być lubiana i faktycznie pod tym kątem dla niej na pewno jest trudniej takie rzeczy przejść. Aczkolwiek sama sytuacja z tyrolką, nam ten ślub się tak podobał, było tak pięknie, no to było takie nasze, no naprawdę najpiękniejszy dzień w życiu, że my się z tego śmialiśmy tak czy siak, chociaż mówię, ona jest bardziej wyczulona na takie tematy, tak? Bo to jest jej biznes, można powiedzieć. Tak, gdyby od tego, jak ty się zachowujesz, zależałby biznes twojej firmy telemedycznej, prawda, to też podejrzewam, że ważyłbyś swoje zachowania. Gdybyś był prezesem spółki giełdowej, podejrzewam, że na mnie mógłbyś sobie pozwolić zewnętrznie, prawda? Bo od tego jak cię ocenili inwestorzy y skutkowałoby to jak spółka będzie funkcjonowała, prawda? Więc już nie byłbyś pewnie tak bardzo otwarty z tym wszystkim. Ale właśnie postanowiłeś niedawno dzielić się tym wszystkim, prawda? Spotkaliśmy się w lutym bodajże w Dubaju i o tym rozmawialiśmy, że otworzyłeś swój kanał na YouTubie, widziałem już trochę odcinków pojawiło się. Gdybyś mógł coś więcej o nim powiedzieć i zaprosić do niego, tak, osoby, które nie oglądają. żeby o czym tam mówisz,
Czym tam się dzielisz. Jasne. Jeżeli chodzi o kanał na YouTubie, to było dla mnie coś nowego, a chciałem spróbować czegoś nowego, bo social media prowadziłem już od dawna. Ja nawet prowadziłem na poziomie pewnym profesjonalnym social media, jak miałem zamknięty profil i obserwowało mnie 200 osób, bo ja to po prostu lubiłem, lubiłem, lubiłem robić fajne rzeczy i fajnie to dokumentować, bo to dla mnie był swoisty pamiętnik. z czasem faktycznie dowiadywałem się od ludzi, że Maciek to co wrzucasz inspiruje, motywuje albo nawet po prostu wiesz, poszedłem do tej samej restauracji albo do restauracji tam ja t restauracji nie wrzucam, zrobiłem tę samą aktywność, pojechałem w to samo miejsce i skorzystałem y nie wiem z tego samego instruktora m i to była wartość dla ludzi. Im więcej takich informacji dostawałem, tym bardziej uznałem, okej, tak naprawdę to był dla mnie powód, dla którego uznałem, sprofesjonalizuję swoje social media. Ale chcę też spróbować czegoś innego, bo Instagrama, zdjęcia, krótką formę już robiłem, a długa forma to było coś nowego, więc się zdecydowałem, okej, zaczynam z YouTubem, tak jak rozmawialiśmy tam od lutego zacząłem nagrywki i jeżeli chodzi o mój kanał na YouTubie, to mi zależy na tym, żeby ludzi zainspirować i żeby ludziom
Dać wartość. zainspirować do jak najlepszego życia, do korzystania z życia i dać wartość tutaj głównie biznesową. Dla mnie to było coś nowego też, dlatego że ja wcześniej w ogóle nie dzieliłem się żadnymi swoimi biznesowymi historiami, biznesowymi, radami i tak dalej, bo moje social media opierały się po prostu na lifestylu. Jednak uznałem, że jestem już na poziomie, w którym faktycznie mogę dać ludziom realną wartość, którą mam sprawdzoną, której jestem pewny i nie tak jak osoby, które nie wiem, nic jeszcze nie zrobiły, sprzedadzą kurs, żeby zarobić na kursze i nic, a niczego poza kursem nie zrobiły. M to uznałem, że mam wiarygodność do tego, by faktycznie ludziom mówić o biznesie, bo może nie osiągnąłem jakichś spektakularnych sukcesów, ale coś osiągnąłem, coś wiem i mi się wydaje, że jestem w stanie po prostu pomóc ludziom i na tym mi zależy. W sumie przy tym wszystkim ja się dobrze bawię, bo ja tak naprawdę pod tego YouTubea to nie jest tak, że ja coś robię specjalnie pod YouTubea, tylko ja przy okazji tego, co i tak robię, robię YouTubea. Pewnie. A powiedz mi, gdzie byś chciał być za te 5, 10 lat? Jak gdzie siebie widzisz? Bo dzisiaj masz 30 lat, można
Powiedzieć świat przed tobą, otworem, tak? Możliwości masz ogromne. Gdzie byś chciał być? Chodzi o lokalizację czy nie? Nie, nie, nawet nie chodzi. Chodzi o to, jakim byś, do którego miejsca chcesz dojść jako przedsiębiorca. Co byś chciał te 10 lat jakby doświadczyć, zwiedzić, przeżyć? Jasne. Wiesz co, celem myślę, że zawsze jako przedsiębiorca będzie po prostu więcej.. Dlatego, że mi na moje cele konsumpcyjne aktualnie całkiem wystarcza pieniędzy. Nie mam jakiś o wiele większych potrzeb. Żeby wejść na wyższy poziom. To jest zupełnie inny poziom biznesu. No bo na przykład aktualnie nie czujesz się, żeby latać prywatnymi samolotami i żeby nimi latać zupełnie albo mieć jak aktu swego. Aczkolwiek faktycznie ostatnio w głowie mi się trochę pozmieniało, że okej, mógłbym to mieć, ale dla mnie to nie jest główny cel. Dla mnie celem jest to, albo raczej drogą w biznesie, żeby robić fajne rzeczy z fajnymi ludźmi i dawać jeszcze innym wartość. To jest ten taki mój nadrzędny cel, którego ja się po prostu trzymam i dlatego gdzie się widzie za 5 lat, no mam nadzieję, że robią to samo, bo mam wrażenie, że teraz to robię, więc
Chciałbym to robić też za 5 lat.. Super. Może na innym poziomie, tak jak mówię, jako przedsiębiorca, no umówmy się, pieniądze mają znaczenie, więc więcej, więcej, więcej, ale więcej, nie tylko pieniędzy, więcej wartości dla ludzi, więcej zabawy, więcej śmiechu i więcej pozytywnych powiedz mi, czy zrobiłeś coś szalonego jeszcze, o czym tutaj nie mówiliśmy jakby jaka była taka najbardziej szalona rzecz, którą zrobiłeś jeszcze w życiu? Najbardziej szalone rzeczy, które w życiu robiłem, chodzenie po górach w moim przypadku jest całkiem szalone. Wasza druga góra, na którą w życiu wszedłem, czyli Aconcagua, bez prawie żadnego doświadczenia. Finalnie ekipa z Polski się zawróciła, a my w pięć osób uznaliśmy, dobra wprowadzi nas portier, jakoś to będzie. Finalnie, no prawie już przepłaciliśmy to życiem. To były takie szalone rzeczy. Historie górskie moje są szalone dlatego, że jestem w trakcie robienia korony ziemi. M teraz się przygotowuję już na ostatnie dwie góry. M to są takie szalone rzeczy. Z innych szalonych rzeczy. Myślę, że no latanie na skrzydle samolotu wychodząc na niego jest całkiem szalone. Myślę, że jakieś skakanie na bungi po kilka razy pod rząd w tym na rowerze jest też całkiem szalone.
Ja myślę, że pokażemy to w przebitkach tutaj, bo myślę, że jest bogaty materiał wideo co do tego. Także, także także to pokażemy. Także Maciek, ja ci dziękuję bardzo za dzisiejsze spotkanie, że, że mogłem cię przedstawić moim widzom. Myślę, że mogłeś zainspirować, ale też myślę, że na swoim kanale też zapraszam na Maćka kanał Maciek was zainspiruje do tego, żeby brać życie pełnymi garściami, żeby nie bać się robić biznesu, żeby ten biznes robić w sposób poukładany, ale też i przede wszystkim, żeby no z tego życia czerpać jak największymi garściami. Także dzięki wielkie. Właśnie o tym chodzi. Dzięki wielkie za zaproszenie. Dzięki. Hej, czy wiesz, że zarabiając powyżej 10 000 zł netto, jesteś w 10% najlepiej zarabiających ludzi w Polsce? No dobra, a czy w Polsce da się zarabiać takie pieniądze? Pewnie, że tak. Natomiast ja i moi absolwenci celujemy wielokrotność tej kwoty. Dla 90% osób to jest marzenie. Chcieliby zarabiać więcej, a dla fiperów, czyli ludzi z mojej branży, 10 000 to jest dobra dniówka. Nazywam się Daniel Siwiec i od 14 lat zarabiam kupując, remontując i sprzedając mieszkania. Jak wejść wepy, nie mając pieniędzy, dowiez się spotkanie online?
Odbierz swój dostęp klikając w link poniżej.
Kto występuje w materiale
-
Daniel Siwiec Prowadzący Prowadzący materiały poświęcone nieruchomościom, inwestowaniu i przedsiębiorczości.
- Maciej Mazurek Gość, przedsiębiorca i właściciel Radamed Przedsiębiorca, który zaczynał od e-commerce i dropshippingu, a następnie rozwinął biznes telemedyczny Radamed. W rozmowie opowiada o skalowaniu, delegowaniu, inwestowaniu, ryzyku podatkowym i odporności psychicznej.