Moje najgorsze inwestycje w nieruchomości: 7 lekcji
Nie każda dobrze zapowiadająca się inwestycja powinna zostać doprowadzona do końca. Daniel Siwiec pokazuje własne błędy przy flipach i projektach deweloperskich: źle dobrane partnerstwo, brak przejrzystości kosztów, pominiętą formalność, przeciążony zespół oraz decyzje o sprzedaży projektów w celu ochrony czasu i płynności.
Poniżej znajdziesz opis najważniejszych projektów, wnioski z błędów, odpowiedzi na pytania oraz pełną transkrypcję z chronologicznymi znacznikami czasu.
Materiał prowadzi od pierwszych, niedopracowanych flipów do bardziej złożonych inwestycji w kamienice i projekty deweloperskie. Autor wyjaśnia, jak delegowanie remontów i budowanie systemu poprawiły jakość jego działania.
Najważniejsze historie dotyczą kamienicy przy ulicy Pięknej, projektu przy ulicy Kunickiego, adaptacji dawnej szwalni oraz działki przygotowywanej przez osiem lat. Każdy przykład pokazuje inną lekcję o wspólnikach, formalnościach, zasobach, płynności i momencie wyjścia.
Najważniejsze wnioski z materiału
- System powstaje stopniowo Pierwsze niedopracowane flipy stały się podstawą do zbudowania procesu, w którym remonty są delegowane, a jakość i potrzeby klienta kontrolowane systemowo.
- Wspólnik musi pasować operacyjnie Sam kapitał i doświadczenie nie wystarczą, gdy partnerzy różnią się podejściem do tempa, skali, wykonawców i sposobu rozliczania kosztów.
- Tania realizacja może być kosztowna Projekt przygotowany małym kosztem traci sens, jeśli trwa wielokrotnie dłużej, blokuje czas i nie daje przejrzystości wydatków.
- Formalności trzeba przekazywać w całości Pominięta informacja o zameldowanej osobie ujawniła się dopiero przy sprzedaży ostatniego mieszkania i wymusiła niestandardowe zabezpieczenie transakcji.
- Zespół ogranicza skalę Duża liczba projektów bez wystarczającej liczby kompetentnych ludzi zwiększa ryzyko, nawet gdy inwestor ma odpowiedni kapitał.
- Wyjście może być najlepszą decyzją Sprzedaż gotowego projektu lub działki z pozwoleniem może dać mniejszy zysk niż pełna realizacja, ale uwolnić czas, zmniejszyć ryzyko i poprawić płynność.
- Nie każdy projekt warto kończyć Decyzja inwestycyjna powinna uwzględniać nie tylko potencjalny zysk, lecz także czas, zespół, kapitał, przejrzystość i koszt alternatywny.
Jak pierwsze błędy doprowadziły do zbudowania systemu flipowego?
Niedopracowane pierwsze remonty pokazały potrzebę delegowania, kontroli jakości i tworzenia powtarzalnego procesu nastawionego na klienta.
Daniel Siwiec zaczynał od prostych flipów wykonywanych małym kosztem. Wspomina tanie kuchnie, kosmetyczne poprawki i rozwiązania, które dobrze wyglądały na zdjęciach, ale nie odpowiadały późniejszym standardom jego zespołu.
Przełomem było przekazanie opieki nad remontami Monice. Autor mógł skoncentrować się na kolejnych transakcjach i pierwszym projekcie deweloperskim, a system stawał się dokładniejszy, bardziej szczelny i lepiej dopasowany do oczekiwań kupujących.
Przejdź do rozdziału w filmie: 00:09
Pytania do rozdziału
Jak wyglądały pierwsze flipy Daniela Siwca?
Były wykonywane bardzo małym kosztem, z tanimi kuchniami i głównie kosmetycznymi poprawkami. Z czasem zostały zastąpione systemowym remontem i większą kontrolą jakości.
Transkrypcja tego rozdziału
Chcę pokazać inną wersję mojej historii w nieruchomościach. Zaczynałem jako flipper i pierwsze pieniądze zarobiłem właśnie na flipach. Nadal uważam, że jest to dobry biznes na początek, choć moje pierwsze realizacje wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiejsze.
Piętnaście lat temu moje flipy można byłoby nazwać bardzo amatorskimi. Kupowałem tanie kuchnie za około 600 zł, które nie były trwałe, ale na zdjęciach wyglądały wtedy atrakcyjnie. Łazienki były głównie czyszczone i odświeżane, a część wyposażenia pełniła funkcję dekoracyjnej atrapy.
Później zacząłem robić flipy w sposób systemowy. Około 2015 roku Monika przejęła opiekę nad remontami, zaczęliśmy zwracać większą uwagę na detale, a ja mogłem skoncentrować się na pierwszym projekcie deweloperskim i rozwoju kolejnych transakcji.
System stawał się coraz dokładniejszy i lepiej dopasowany do klienta. Chcę pokazać, że sposób działania zmienia się wraz z doświadczeniem. Siedem lat wcześniej sam nie wiedziałem jeszcze, czy metody sprawdzone przeze mnie i Monikę będą działały u uczestników szkoleń.
Ania i Tomek zapytali wtedy, czy sobie poradzą. Odpowiedziałem, że tak, choć nikt wcześniej nie przeszedł całej tej drogi po szkoleniu. Zaczęli działać i do dziś zrealizowali wiele flipów, prawdopodobnie zbliżając się do setki. Z czasem system stawał się coraz szczelniejszy, a ja zacząłem układać biznes tak, aby generował możliwie dużo zysku przy możliwie małym udziale mojej pracy. Jednym z kolejnych kierunków stały się flipy hurtowe.
Czego nauczyła inwestycja w kamienicę przy ulicy Pięknej?
Partner z odpowiednim doświadczeniem nie był właściwym wspólnikiem operacyjnym, ponieważ strony miały inne podejście do skali, czasu i przejrzystości kosztów.
Kamienica miała jedenaście mikroapartamentów, w tym lokal o powierzchni około 11 m², a po rozbudowie i dołączeniu oficyny cały budynek obejmował ponad dwadzieścia mieszkań. Daniel wszedł w projekt z inwestorem mającym doświadczenie w nadbudowach poddaszy.
Problemem okazała się różnica w modelu działania. Daniel chciał zatrudnić większych wykonawców i delegować pracę, natomiast wspólnik minimalizował każdy koszt, sam organizował robotników i dostawy. Projekt przygotowany za około 20 tys. zł trwał około roku zamiast kilku miesięcy, a sposób rozliczania wydatków nie dawał pełnej przejrzystości.
Przejdź do rozdziału w filmie: 03:48
Pytania do rozdziału
Dlaczego wycofał się z projektu kamienicy przy ulicy Pięknej?
Partnerzy mieli inne podejście do tempa, wykonawców i kontroli kosztów. Daniel sprzedał swój udział wspólnikowi z marżą, ponieważ model realizacji był dla niego zbyt mało przejrzysty.
Transkrypcja tego rozdziału
Pierwszym przykładem jest kamienica przy ulicy Pięknej. W budynku było jedenaście mikroapartamentów, a najmniejsze wyodrębnione mieszkanie z księgą wieczystą miało około 11 m². Po nadbudowie i rozbudowie oficyny cały projekt obejmował ponad dwadzieścia mieszkań.
Kupiłem kamienicę około 2014 roku. Nie miałem doświadczenia w rewitalizacji poddaszy, dlatego znalazłem wspólnika, który wcześniej zrealizował kilka takich projektów w Lublinie. Wnieśliśmy kapitał wspólnie: on miał know-how, a ja nieruchomość i pomysł.
Ostatecznie nie dokończyłem tego projektu. Wspólnik miał inną wizję prowadzenia inwestycji. Ja chciałem budować skalę, zatrudniać większych wykonawców i delegować zadania, nawet jeżeli oznaczało to nieco wyższy koszt. Wspólnik chciał natomiast realizować wszystko jak najtaniej. Projekt nadbudowy i remontu kosztował około 20 tys. zł, ponieważ poszczególne elementy wykonywali różni znajomi z odpowiednimi uprawnieniami. Zamiast około czterech miesięcy przygotowanie trwało jednak rok.
Nie chciał także zatrudnić firmy wykonawczej. Sam organizował pracowników na godziny, woził materiały i pełnił funkcję majstra. Nie miałem komfortu z takim modelem, ponieważ trudno było dokładnie rozliczyć zużycie materiałów i wszystkie wydatki.
Po uzyskaniu pozwolenia na budowę zaproponowałem, aby wspólnik mnie spłacił. Ustaliliśmy marżę od mojego wkładu, rozłożyłem spłatę na raty i wyszedłem z projektu z zyskiem. Nie doszło do konfliktu, ale uznałem, że inwestycja była zbyt mało transparentna, aby dalej ją wspólnie prowadzić.
Gdybym miał określić, czy jestem bardziej deweloperem, czy flipperem, bliżej mi do flipów. Dają szybszy wynik, podczas gdy deweloperka wymaga długiego oczekiwania. Zdarzało mi się więc robić flipy również na przygotowanych projektach deweloperskich.
Jak błąd formalny zagroził sprzedaży mieszkania?
Informacja o jednej zameldowanej osobie nie została przekazana osobie prowadzącej projekt i wyszła na jaw dopiero przed finalizacją sprzedaży.
Kamienicę kupiono z projektem i pozwoleniem na rozbudowę, lecz pełna realizacja okazała się mniej opłacalna niż wyodrębnienie, remont i sprzedaż istniejących lokali. Taki wariant wymagał mniej kapitału i skracał inwestycję co najmniej o rok.
Przy ostatnim mieszkaniu ujawniono, że jedna osoba nadal była zameldowana. Meldunek nie stanowił obciążenia własności, ale kupująca oczekiwała rozwiązania formalności. Uzgodniono wydanie kluczy i pozostawienie około 60 tys. zł do zapłaty po przedstawieniu zaświadczenia o wymeldowaniu.
Przejdź do rozdziału w filmie: 08:08
Pytania do rozdziału
Jaki błąd formalny pojawił się przy sprzedaży mieszkania?
Nie przekazano informacji, że w kamienicy nadal była zameldowana jedna osoba. Problem ujawniono dopiero przy sprzedaży ostatniego lokalu.
Transkrypcja tego rozdziału
Kolejnym przykładem jest kamienica przy ulicy Kunickiego, kupiona z projektem i pozwoleniem na rozbudowę. Nie zrealizowałem tej rozbudowy, ponieważ była nieopłacalna. Wyodrębniłem istniejące mieszkania, założyłem księgi, wyremontowałem lokale, poprawiłem elewację i sprzedałem je.
Pełna realizacja pozwolenia wymagałaby większego kapitału, co najmniej dodatkowego roku pracy oraz ryzyka związanego z inspekcjami i odbiorami. Szybsza sprzedaż istniejącego stanu była korzystniejsza. Przy zakupie właściciel poinformował mnie, że jedna osoba nie została administracyjnie wymeldowana. Miałem się tym zająć, ale przekazując projekt Monice, nie przekazałem tej jednej informacji. Błąd wyszedł na jaw dopiero po remoncie, przy sprzedaży ostatniego mieszkania.
Kupująca wpłaciła już około 30 tys. zł zadatku. Wyjaśniłem jej, że meldunek nie jest obciążeniem nieruchomości, a wskazana osoba nie mieszkała tam od wielu lat. Zaproponowałem oczekiwanie na administracyjne wymeldowanie albo rozwiązanie umowy i zwrot zadatku.
Trzecim rozwiązaniem było sfinalizowanie sprzedaży, wydanie kluczy i pozostawienie części ceny jako zabezpieczenia. Kupująca miała dopłacić około 60 tys. zł po przedstawieniu zaświadczenia o wymeldowaniu. Zgodziła się, ponieważ zależało jej na szybkim przejęciu mieszkania.
Kamienicę zarezerwowałem około dwa lata przed rozpoczęciem remontu. Inwestor procedował podłączenie gazu, dlatego wpłaciłem 100 tys. zł zadatku, a resztę ceny miałem zapłacić po doprowadzeniu gazu do budynku. Nieruchomość czekała na mnie około półtora do dwóch lat.
W tym czasie wartość kamienicy wzrosła mniej więcej dwukrotnie. Po remoncie projekt przyniósł według mojej pamięci blisko milion złotych zysku. Następny projekt polegał na uzyskaniu pozwolenia na przekształcenie dawnej szwalni w mieszkania. Realizowałem go ze wspólnikiem, który miał równolegle bardzo dużo innych inwestycji. Nasz wspólny projekt był dla niego najmniejszy.
Dlaczego projekt adaptacji szwalni został sprzedany przed budową?
Partner i autor nie mieli zespołu wystarczającego do bezpiecznego prowadzenia kolejnego wymagającego projektu równolegle z innymi inwestycjami.
Projekt obejmował uzyskanie pozwolenia na zmianę dawnej szwalni w mieszkania. Wspólnik prowadził jednocześnie około dziesięciu innych projektów, a liczba kompetentnych osób w jego zespole nie odpowiadała skali zobowiązań.
Tydzień lub dwa przed podpisaniem umowy z generalnym wykonawcą pojawił się lokalny deweloper, który kupił budynek z przygotowanym projektem i sam go zrealizował. Sprzedający zarobili kwotę porównywalną z wynikiem flipa, rezygnując z większego potencjalnego zysku deweloperskiego w zamian za ograniczenie obciążenia i ryzyka.
Przejdź do rozdziału w filmie: 12:10
Pytania do rozdziału
Dlaczego sprzedano projekt adaptacji szwalni?
Wspólnik prowadził zbyt wiele projektów, a obie strony nie miały zespołu potrzebnego do bezpiecznej realizacji. Gotowy projekt kupił lokalny deweloper.
Transkrypcja tego rozdziału
Problemem nie był brak pieniędzy, lecz zbyt mały zespół w stosunku do liczby projektów. Widziałem, że wspólnik jest przeciążony, nie będzie mógł zapewnić dodatkowego kapitału, wsparcia merytorycznego ani odpowiedniej liczby ludzi. Projekt wymagał dużego zaangażowania, a ja sam także nie miałem wystarczającego zespołu. Uznaliśmy, że lepiej znaleźć kupca. Tydzień lub dwa przed podpisaniem wynegocjowanej umowy z generalnym wykonawcą pojawił się lokalny deweloper.
Deweloper kupił od nas budynek z gotowym projektem i sam go zrealizował. Zarobiliśmy mniej, niż moglibyśmy zarobić jako wykonujący inwestycję deweloperzy, ale osiągnęliśmy wynik porównywalny z flipem i zdjęliśmy z siebie duże obciążenie. Flipy, deweloperka i flipy hurtowe tworzą fundament, na którym zarobiłem kapitał na mieszkania na wynajem. Portfel najmu zacząłem budować na większą skalę dopiero po około ośmiu latach działania, gdy zgromadzony kapitał był już odpowiednio duży.
Kiedy Daniel zaczął budować portfel mieszkań na wynajem?
Dopiero po około ośmiu latach, gdy kapitał z flipów, deweloperki i flipów hurtowych stał się wystarczająco duży.
Autor nazywa połączenie flipów, deweloperki i flipów hurtowych fundamentem swojego majątku. Początkowo zatrzymywał pojedyncze lokale, ale systematyczne budowanie portfela na wynajem rozpoczął dopiero po zgromadzeniu większego kapitału.
Jeden z budynków realizował ze wspólnikiem, którego później spłacił. Dzięki temu zachował cały obiekt i przedstawia go jako aktywo sfinansowane zgromadzonym kapitałem.
Przejdź do rozdziału w filmie: 14:14
Pytania do rozdziału
Kiedy Daniel zaczął budować większy portfel mieszkań na wynajem?
Po około ośmiu latach działalności, gdy zgromadził większy kapitał z flipów, deweloperki i flipów hurtowych.
Transkrypcja tego rozdziału
Jeden z budynków zrealizowałem ze wspólnikiem, którego później musiałem spłacić. Dziś zachowałem ten budynek dla siebie i mam go sfinansowanego zgromadzonym kapitałem. Inny projekt sprzedałem już w trakcie realizacji. Aby ukończyć wcześniejszy budynek i zwrócić pieniądze klientom, musiałem sprzedać część majątku. Po zmianach prawnych przez około cztery lata nie mogłem wyodrębnić lokali, mimo że większość mieszkań była wcześniej sprzedana.
Dlaczego sprzedał działkę przygotowywaną przez osiem lat?
Zmiana sytuacji prawnej i konieczność zwrotu pieniędzy klientom stworzyły potrzebę pozyskania kilku milionów złotych w ciągu około trzech miesięcy.
Autor opisuje projekt, w którym przez około cztery lata nie mógł wyodrębnić lokali. Ponieważ większość mieszkań była wcześniej sprzedana, musiał zwrócić klientom pieniądze i szybko uwolnić kapitał z innych składników majątku.
Jednym z nich była działka, nad którą pracował około ośmiu lat. Sprzedał ją deweloperowi razem z pozwoleniem na budowę i osiągnął około 40% zysku. Sam nie zrealizował planowanych domów i segmentów, lecz uzyskał płynność potrzebną w innym projekcie.
Przejdź do rozdziału w filmie: 15:08
Pytania do rozdziału
Dlaczego sprzedał działkę przygotowywaną przez osiem lat?
Potrzebował szybko odzyskać płynność i zwrócić pieniądze klientom po problemach z wyodrębnieniem lokali. Działkę sprzedał z pozwoleniem na budowę i około 40% zyskiem.
Transkrypcja tego rozdziału
W ciągu około trzech miesięcy musiałem wyłożyć z własnego portfela kilka milionów złotych. Sprzedałem między innymi działkę z projektem deweloperskim w dobrej lokalizacji, nad którą pracowałem przez około osiem lat. Działkę kupiłem po wieloletnim kontakcie z właścicielami, ale ostatecznie sam nie zrealizowałem budowy. Sprzedałem ją z pozwoleniem na budowę deweloperowi i osiągnąłem około 40% zysku. Kapitał przeznaczyłem na inne zobowiązania.
Kiedy lepiej sprzedać projekt niż dalej go realizować?
Gdy pełna realizacja wymaga nieproporcjonalnie dużo pracy, czasu, ludzi lub kapitału, a sprzedaż przygotowanego projektu daje satysfakcjonujący wynik i ogranicza ryzyko.
Główny wniosek materiału brzmi: nie każdy kupiony lub przygotowany projekt trzeba doprowadzać do końca. Pozwolenie, dokumentacja, rozwiązana sytuacja prawna albo wynegocjowana działka mogą same stanowić produkt dla kolejnego inwestora.
Decyzję o wyjściu należy porównywać z kosztem alternatywnym. Potencjalnie wyższy zysk może nie uzasadniać kolejnego roku pracy, przeciążenia zespołu, ryzyka odbiorów lub zamrożenia środków potrzebnych w innych inwestycjach.
Przejdź do rozdziału w filmie: 16:50
Pytania do rozdziału
Jaka jest główna lekcja z nieudanych inwestycji?
Nie każdy projekt warto kończyć. Trzeba porównywać możliwy zysk z czasem, ryzykiem, płynnością, jakością zespołu i kosztem zaangażowania w pełną realizację.
Transkrypcja tego rozdziału
Nie każdy projekt, którego dotykam, doprowadzam do realizacji i nie każdy warto realizować. Jeżeli można osiągnąć około 40% zysku bez angażowania się w długą i pracochłonną budowę, sprzedaż projektu może być lepszą decyzją. Na zakończenie opowiadam o odejściu z etatu, drodze od biura nieruchomości do flipów i zapraszam na materiał dotyczący bezpiecznego modelu flipowania.
Kto występuje w materiale
-
Daniel Siwiec Prowadzący Prowadzący materiały poświęcone nieruchomościom, inwestowaniu i przedsiębiorczości.